Śpiulkolot zwany pożądaniem - recenzja mangi Spadające kwiaty, płynące gwiazdy (jednotomówka)

Jest coś niesamowicie fascynującego w tym, jak bardzo twórcy mang upodobali sobie policjantów i jak chętnie obsadzają ich w głównych rolach swoich romansów. Wspominałam już trochę na ten temat przy okazji premiery któregoś z tomików Mojego policjanta, ale widać, że zamiast się wyczerpywać, trend ten tylko nabiera rozpędu. Dopiero co pod koniec listopada Dango zapowiedziało wydanie kolejnej TLki pod wiele mówiącym tytułem Miłosne marzenia detektywa (Keiji, Junai wo Kibo), która opowiada o pikantnej znajomości samotnej wdówki z policjantem pracującym dla wydziału śledczego, natomiast jeszcze krótszą chwilę temu w ramach imprintu mochiko ukazała się BLka Spadające kwiaty, płynące gwiazdy, w przypadku której już z okładki łyska nam piękny, błękitny mundur. I w sumie jeszcze bym zrozumiała, gdyby ten szał narodził się w którymś z zachodnich krajów, gdzie policjanci muszą coś sobą reprezentować, gdyż nierzadko biorą udział w naprawdę brawurowych akcjach. Ale w Japonii? Kraju znajdującym się w top 10 bezpiecznych krajów świata od ostatnich 14 lat? Gdzie posterunkowi robią za stojaki-straszaki, a w najlepszym razie latają za kieszonkowcami? Ciekawe to podejście, nie powiem, chociaż z drugiej strony może na bezrybiu i rak ryba...


Tytuł: Spadające kwiaty, płynące gwiazdy
Tytuł oryginalny: Rakkaryusui no Hoshi
Autor: Minta Suzumaru
Ilość tomów: 1
Gatunek: romans, okruchy życia, boys love
Wydawnictwo: Dango
Format: 182 x 128 mm (bez obwoluty, ze skrzydełkami)

Główna oficer patrolowa, Ryoko Inoue, ściąga na znajdującą się pod jej jurysdykcją wyspę pomoc w postaci szeregowego policjanta, Gotaro Sumeragi. Okazuje się, że w domu zaprzyjaźnionego z nią 19-letniego młodziana, Akihito Kuze, co noc zjawiają się różni mężczyźni i korzystają z możliwości spędzenia upojnej, pozbawionej konsekwencji nocy... Sprawa jest jednak o tyle zastanawiająca, ponieważ samotnie mieszkający Akihito nie bierze za świadczone usługi żadnych pieniędzy, a liczba oraz spektrum kochanków nie pozwala sądzić, że robi to z miłości czy nawet zaspokajania zwykłej chcicy. Stąd właśnie pomysł, aby postawny Gotaro wprowadził się do posiadłości należącej do Akihito, i rozeznał się w zaistniałej sytuacji, jednocześnie nie dopuszczając do tak oczywistego naruszania praw lokalnej moralności. I rzeczywiście - już pierwszej nocy policjant staje się naocznym świadkiem niedwuznacznej sceny, która potwierdza, że młodzieniec nie stroni od przygodnego seksu, jednak nie wygląda na to, aby czerpał z tej aktywności jakąkolwiek radość. Na dodatek zaczyna być coraz bardziej nerwowy, gdy obecność Gotaro odstrasza wszelkich potencjalnych bywalców od składania wizyt po zmroku. Znów policjant nie chce się ograniczać do roli ochroniarza, a zaczyna mimochodem prowadzić dochodzenie, by zrozumieć motywy stojące za postępowaniem swojego gospodarza.

Za mundurem panny sznurem, ale za kimonem chłopy pionem (bo po rynnie)

Nie sądziłam, że przyjdzie mi kiedyś sięgnąć po mangę, która już na pierwszym kadrze pierwszej strony znienacka powita mnie widokiem golutkich, suchych, męskich półdupciąt... cóż, widocznie wszystkiego trzeba w życiu doświadczyć - również i takich bezceremonialnych wstępów. Trzeba też przyznać, że zawiązanie fabuły raczej nie należy do najlżejszych gatunkowo pomysłów. Sugestia, jakoby młody, osamotniony chłopak łajdaczył się na prawo i lewo, zdecydowanie nie brzmi jak coś, co powinno być pozostawione same sobie. A że w Japonii system pomocy społecznej (nie mówiąc już o wsparciu psychologicznym) trąci lekką padaką, no to ta obyczajowa interwencja policji i tak wydaje się w tym burdelu najrozsądniejszym pomysłem, na jaki ktokolwiek się pokusił. Jednocześnie nie jest to motyw najsubtelniejszy w swej naturze i konia z kopytami (czy jakoś tak...) temu, kto z miejsca wyczuł w tym wymówkę, aby mógł się z tego zrodzić prawilny romans. Nawet przełożona Gotaro od samego początku wydawała się doskonale wiedzieć, jak to wszystko się potoczy, jeśli jej podwładny zacznie spędzać więcej czasu z urokliwym milczkiem. Ostatecznie mimo tego cokolwiek ponurego otwarcia sugerującego ciężkie, nieprzepracowane traumy, manga okazała się pozytywną opowieścią o ludziach, którzy nie wiedzieli, czego im w życiu tak naprawdę brakowało, dopóki tego nie zasmakowali.

Nie ma to jak przystojny gospodarz z kwaterą w gratisie

Pod kątem wizualnym manga prezentuje się wyjątkowo schludnie i uroczo, acz bez wywołujących opad szczęki wodotrysków jeśli chodzi o projektowanie przestrzeni czy kadrowanie. Jak na osadzenie znacznej części akcji w tradycyjnej japońskiej rezydencji oraz w sklepie z kimonami, prawie w ogóle nie widać specyfiki architektury, nie mówiąc już o odpowiednim klimacie. Ot, to po prostu komiks, który zasługuje na soczystą czwórkę, jednak bez dodatkowych plusów, nie mówiąc już o wyróżnieniu go nadprogramową szóstką. Chociaż... no, chociaż dwie kolorowe ilustracje zdobiące okładkę oraz otwierające tomik prezentują się akurat nad wyraz zacnie i tym bardziej cieszy, że wydawnictwo Dango postanowiło wykorzystać je obie, aby przygotować dodawane do przedpłat mięciutkie karty. Podejrzewam również, że kwestia przyjętej estetyki - schludnej, lecz oszczędnej w cieniowanie - jest poniekąd wynikiem niesamowitej pracowitości Minty Suzumaru. W 2017 roku zdołała bowiem albo rozpocząć serializację, albo wypuścić aż 4 różne tytuły: zapowiedzianą przez Kluski Pierwszą miłość Kupidyna, wydawane równolegle Darling, Iikagen ni Shiyagare, wypuszczone przez Studio JG Golden Sparkle oraz Spadające kwiaty, płynące gwiazdy właśnie. Wydaje się więc oczywistym, że bawienie się finezyjnymi gradientami musiało ustąpić miejsca prostemu, przykładnemu warsztatowi.

Nawiązanie niesamowicie aktualne, dlatego pamiętajcie - uważajcie na gołoledź, żeby nie uczynić kogoś bliskiego bohaterem takiej mangi!

Jestem wobec tego podwójnie ciekawa, czym jeszcze zaskoczy lub zachwyci nas Minta Suzumaru i jej Pierwsza miłość Kupidyna, która już za momencik zasili nasz rodzimy rynek. Coś jednak musi być na rzeczy, skoro mangi tej autorki zostały zapowiedziane aż tak gromadnie i pojawią się w tak krótkich od siebie odstępach czasu. Póki co Spadające kwiaty, płynące gwiazdy ustanowiły, że pani Suzumaru ma smykałkę do tworzenia ciepłych, spokojnych, wyważonych historii, nawet jeśli wspominany już kilkukrotnie początek przedstawiający nocne wizytacje celem spółkowania nie brzmi jak coś, co powinno uchodzić za klasyczny wstęp do odprężającej obyczajówki. No i co najważniejsze - kiedy już między bohaterami dochodzi do konkretnych cielesnych zbliżeń, nie pojawia się tu żadna prostacka cenzura, nie mówiąc już o mistycznych świetlistych drągalach. Tylko szkoda, że na tle aktualnie ukazujących się BLek akurat ten fakt stanowi zaletę wymagającą coraz częstszego podkreślania...

Ktoś jadł z mojej miseczki! Ktoś spał w moim łóżeczku! Ktoś... a nie, zaraz, przecież to ja tu jestem tylko lokatorem

Za udostępnienie mangi serdecznie dziękuję wydawnictwu Dango.

Prześlij komentarz

0 Komentarze