BLka w czepku urodzona - recenzja mangi CANIS -Dear Mr. Rain- (jednotomówka) i CANIS -Dear Hatter- (tomy 1-2)

Polski rynek mang można bez krępacji stawiać w jednym szeregu z topowymi branżami z całego świata, albowiem dotarliśmy już do momentu, kiedy to wydawnictwa gromadnie wypuszczają ekskluzywne reedycje znanych nam tytułów. Trend ten wyszedł od J.P.F-u, który nie tylko przed kilkoma laty wyraził żywe zainteresowanie wydaniem nowej, dopieszczonej, wybrokatowionej wersji Sailor Moon (na którą wciąż musimy czekać, choć jest już bliżej niż dalej), ale też rozpoczął prawdziwy festiwal ogłoszeń reedycji serii własnych i tych niekoniecznie. Mamy nowe zbiorcze wydanie Akiry zamiast wariantu zeszytowego, kolorowego Dragon Balla, kultowe serie Rumiko Takahashi, w tym Inuyashę i Ramnę 1/2, które dzięki polityce Egmontu nigdy nie zostały ukończone, dostaliśmy nawet ogłoszenie wycofania kieszonkowego wydania Fullmetal Alchemist na rzecz wypuszczenia zupełnie nowego, bo w powiększonym formacie i zbiorczych tomach... dodatkowo jest Eden oraz Miecz Nieśmiertelnego (czyli kolejne sieroty po Egmoncie), którymi zaopiekowało się Kotori, wskrzeszony został Great Teacher Onizuka od Waneko... ach, no i za jakiś czas pojawi się jeszcze Samotny wilk i szczenię, nad którym Hanami wytrwale pracuje. Co by więc nie mówić, w ciągu ostatnich trzech lat pojawiło się tego naprawdę dużo. W każdym z powyższych przypadków wypuszczenie reedycji miało u podłoża jeden z dwóch powodów - albo manga nie została pierwotnie wydana do końca, albo wcześniejsza edycja była/jest pożalsięboże jakości. Ewenement na tym tle stanowi CANIS od wydawnictwa Dango, któremu nie dość, że niczego nie brakowało, to w Polsce miał premierę praktycznie dopiero co, bo w 2017 roku.



Tytuł: CANIS -Dear Mr. Rain-
Tytuł oryginalny: CANIS -Dear Mr. Rain-
Autor: ZAKK
Ilość tomów: 1
Gatunek: yaoi, romans, komedia, dramat, okruchy życia
Wydawnictwo: Dango
Format: 182 x 128 mm (bez obwoluty, ze skrzydełkami)


Tytuł: CANIS -Dear Hatter-
Tytuł oryginalny: CANIS -Dear Hatter-
Autor: ZAKK
Ilość tomów: 2
Gatunek: yaoi, romans, komedia, dramat, okruchy życia
Wydawnictwo: Dango
Format: 182 x 128 mm (bez obwoluty, ze skrzydełkami)

29-letni Satoru Kutsuna jest znanym i rozchwytywanym przez klientelę wytwórcą kapeluszy, jednak praca z nim to już zupełnie inna para kaloszy. Poza dwójką wiernych podwładnych cała reszta pracowników ma dość morderczego perfekcjonizmu szefa, przez co prędzej czy później odchodzą oni ze sklepu. Sytuacja zaczyna być o tyle kłopotliwa, że kiedy znów dochodzi do tego typu nagłego uszczuplenia kadry, nazajutrz ma odbyć się wielki kiermasz z okazji trzeciej rocznicy otwarcia sklepu, który na dodatek ma mieć miejsce równolegle do inauguracji placówki należącej do ich bezpośredniego rywala. Kutsuna jest zatem zmuszony czym prędzej załatwić doraźną pomoc, jednak z jego charakterkiem zwrócenie się do kogokolwiek z przymilnym pytaniem o wsparcie wydaje się zadaniem cokolwiek karkołomnym. I kiedy wydaje się już, że znikąd nie znajdzie ratunku, spacerujący w strugach rzęsistego deszczu Kutsuna niemal przewraca się o leżącego w kałuży młodego (i o dziwo - przytomnego) mężczyznę. Niewiele myśląc zabiera go do siebie i doprowadza do ładu, nie mogąc przez cały ten czas nadziwić się nietuzinkowej urodzie nieznajomego, który sprawia wrażenie, jakby każdy kapelusz miał leżeć na nim wprost doskonale. Kutsuna rzuca więc propozycję, czy mężczyzna nie zechciałby mu tymczasowo pomóc w sklepie, na co Ryo - bo tak nazywa się tajemniczy koleżka - natychmiast się zgadza, uprzedzając jedynie, że za kilka dni musi się udać na ważne spotkanie.




Niekwestionowana zaleta nowego wydania nad starym? Dodatki. Duuużo doskonałych dodatków.

Na początku trzeba sprostować, że reedycja CANISa nie jest efektem próby poprawienia tego, co już było dobre, ale wynikiem konieczności odnowienia licencji połączoną z chęcią sprezentowania czytelnikom bardziej aktualnego produktu. No bo skoro już nadarzyła się taka okazja, to właściwie czemu nie? Jeśli jednak macie już CANISa na półce i zastanawiacie się, czy warto pakować się w odświeżony wariant, powiem - to zależy. Jeśli chodzi o trzon historii, to w rysunkach nie zmieniło się absolutnie nic, natomiast mogły pojawić się jakieś drobne poprawki tekstu od strony polskiej redakcji. Różnice kryją się wyłącznie w detalach. Najbardziej zauważalne jest oczywiście odświeżenie okładek i choć są one przepiękne, to mimo wszystko zastanawia mnie, czemu autorka nie pokusiła się przynajmniej o ujednolicenie projektów napisów i grzbietów. Nieco inna jest też zawartość samych tomików. I tak -Dear Mr. Rain- zawiera 4-stronicowy dodatek pod tym samym tytułem, jednak w zamian nie ma już kolorowej ilustracji z pierwszego wydania (w to miejsce wstawiono grafikę z okładki tegoż) i kilku uroczych szkiców umieszczonych między rozdziałami. 1. tom -Dear Hatter- skrywa 10-stronicowy dodatek The Holiday's Night; tutaj również zniknęła jedna z kolorowych ilustracji (w zamian pojawiła się wariacja na temat aktualnej okładki) oraz uciekły dwie strony opisujące wygląd i rozkład sklepu Kutsuny. W 2. tomie -Dear Hatter- znalazły się natomiast aż dwa dodatki: 7-stronicowy smut oraz 4-stronicowe Cafe in the Home, za to wyleciała tylko jedna kolorowa ilustracja (na miejsce kolejnej wariacji na temat okładki).

Ofiara jeszcze nie zdaje sobie sprawy z tego, że czający się naprzeciwko drapieżnik cierpliwie wyczekuje odpowiedniego momentu na atak... Czytała: Krystyna Czubówna

Choć w Japonii wciąż powstaje kontynuacja CANISa w postaci -The speaker-, to warto zdawać sobie sprawę z tego, że jest to historia najzupełniej autonomiczna, skupiająca się nie tylko na innym klimacie, ale też na innych bohaterach, którzy we wcześniejszych częściach występowali w rolach wyłącznie epizodycznych (żeby nie powiedzieć, że gościnnych). Jeśli znów chodzi o -Dear Mr. Rain- do kompletu z -Dear Hatter- to jest to na ten moment opowieść zupełnie zamknięta... i na dodatek jedna z lepszych, o ile nie najlepsza spośród kilkutomowych BLek, jakie ukazały się do tej pory na naszym rynku. W miejscu kolejnej wiwisekcji uczuciowych rozterek i przemyśleń bohaterów względem siebie nawzajem - co zbyt często sprowadza się do mielenia tych samych haseł pt. "czy to jest przyjaźń? czy to jest kochanie?" - autorka postanowiła zepchnąć tę kwestię na zupełnie trzeci plan i stawia w świetle reflektorów osobiste wątki postaci, które pogłębiają ich charaktery i pozwalają nam zrozumieć, jakie wartości nimi kierują. Taki Kutsuna redefiniuje swoje podejście do profesji tworzenia kapeluszy, natomiast Ryo, początkowo mocno zagubiony i zatracony w mafijnej powinności, stopniowo zyskuje zarówno niezależność, jak i własną tożsamość. Zamiast więc borykać się z problemami na temat orientacji czy społecznej akceptacji, co widzieliśmy w mangach odrobinę za dużo razy, panowie przez większość czasu fabularnego porządkują swoje życiorysy. Dzięki temu romans ewoluuje zupełnie naturalnie, mimochodem, bez poczucia, że jest to jedyny wątek popychający fabułę do przodu.

Oł noł! Doskonale znamy w Polsce ten wzrok! To wzrok człowieka wypalonego zawodowo!

Co zawsze chciałam pochwalić, ale jakoś nigdy nie było ku temu dobrej okazji, to jak wspaniałym, nieustannie poprawiającym warsztatem operuje ZAKK. W -Dear Mr. Rain- widać w komediowych scenach wyraźne inspiracje zachodnimi kreskówkami, jednak z czasem jej styl przekształcił się w coś... hmm, w coś równie unikalnego, plastycznego i pełnego nieprzebranej energii, a zarazem quasi-realistycznego. Nawet nie wiem, jak to dobrze oddać, ale poziom szczegółowości rysunków, artystycznego kadrowania i emocjonalnej głębi wyrażanej przez twarze bohaterów osiągnęły w nowszych pracach totalnie kosmiczny poziom. Zresztą, niech pierwszy rzuci bielizną ten, kto przy prysznicowej scenie z 2. tomu -Dear Hatter- sam nie poczuł nagłego wzrostu wilgotności powietrza. I powiedzmy, że tylko powietrza. Niejednokrotnie w takich przypadkach za najlepszy wyznacznik kunsztu autora/autorki można uznać projekty fryzur głównej obsady i to, jak bardzo twórcy chciało się utrudnić sobie robotę. A te zarówno w przypadku Satoru, jak i Ryo sprawiają wrażenie istnego koszmaru stylistów - ten pierwszy ma faliste blond pukle, które muszą wymagać kilogramów żelu do ich jako takiego okiełznania, natomiast ten drugi zdaje się zaprzeczać podstawowym prawom fizyki, gdyż jego długie, kruczoczarne włosy są jednocześnie w totalnym nieładzie i pod artystyczną kontrolą. A jednak ZAKK zdecydowała się nie tylko nie iść na łatwiznę, ale za każdym razem bohaterowie wyglądają na żywcem ściągniętych z modowego wybiegu (co w połowie jest akurat prawdą).

Mówi się, że w kupie siła, tylko że czasami w kupie najbardziej zaczyna doskwierać samotność

Wracając jeszcze na chwilę do poruszonego wcześniej "tozależyzmu" w kontekście nabywania nowej edycji CANISa... Jeśli macie już poprzednią wersję i cierpicie na chroniczny brak pieniądza (stan obecnie coraz częściej spotykany), to uważam, że odświeżony wariant nie powinien być zakupem pierwszej potrzeby, zwłaszcza że te kilkanaście stron dodatków nie wywróci do góry nogami postrzegania całej historii. Jasne, są urocze, zabawne lub przepysznie pikantne, niemniej spokojnie da się bez nich przeżyć. Jeśli natomiast CANISa nie macie, a szukacie wybitnej BLki do poczytania, to naprawdę nie wiem, co jeszcze robicie na tym blogu zamiast buszować po sklepie wydawnictwa czy gdzie tam lubicie sobie robić mangowe zakupy. Kto nie miał jeszcze szczęścia ni okazji zapoznawać się bliżej z twórczością ZAKK, koniecznie musi te braki nadrobić, bo tak przepięknie narysowanych i oscenariuszowanych mang z dorosłymi bohaterami (i to dorosłymi niebędącymi salarymanami, lecz pracującymi w bardzo stylowym zawodzie!) nie spotyka się często. No i niech Kluski z Dango mają piniądz za to, że tak się ładnie wystarały o tę reedycję!

Nie wpisuje się ten nowy CANIS w model BLkowych serii z białymi grzbietami...

Za udostępnienie mangi serdecznie dziękuję wydawnictwu Dango.

Prześlij komentarz

0 Komentarze