Nastolatków grupa i wampirów kupa - recenzja mangi Seraph of the End (tomy 11-15)

Przymusowej posiadówki w domu ciąg dalszy, a skoro klimat dalej jest nieco apokaliptyczny, to czas zająć się kolejną porcją przygód (zbyt radosne to słowo) nastolatków walczących z wampirami o dobro całej ludzkości. A tak się przynajmniej wydawało do tej pory... Tak naprawdę jednak Serafin Dni Ostatnich to znacznie bardziej niejednoznaczna historia, w której koniec świata już nastąpił, więc ciężko czegolwiek bronić, skoro tego nie ma. Zaczynamy jednak powoli, acz systematycznie odkrywać tajemnice stojące za wydarzeniami z pierwszego tomu, kiedy to wszystko tak nagle pierdykło, dając swobodę panoszenia się nie tylko wampirom, ale i rodowi Hiiragich, którzy opanowali intrygującą zdolność do władania mocami demonów i serafinów. Wychodzi też na jaw, że wampiry przy ludziach to całkiem spokojne, logiczne i kierujące się zdową ekonomią stworzenia są, natomiast nasi pobratymcy od zawsze mieli skłonność do sprowadzania kataklizmów i zadzierania z siłami znacznie przewyższającymi ich pojmowanie.


Tytuł: Seraph of the End - Serafin Dni Ostatnich
Tytuł oryginalny: Owari no Seraph
Autor: Takaya Kagami (historia), Yamato Yamamoto (rysunki), Daisuke Furuya (storyboard)
Ilość tomów: 20+
Gatunek: shounen, dramat, tajemnica, akcja
Wydawnictwo: Waneko
Format: 175 x 125 mm (standardowy)

Podczas ataku na Nagoję praktycznie wszystko idzie nie tak, jak trzeba - Guren zostaje pojmany przez Crowleya Eusforda, a mimo akcji ratunkowej Yuu i ekipie nie udaje się go uratować, przez co ostatecznie wpada w łapska Krul Tepes. W międzyczasie pojawia się Mika, którego towarzysze Gurena chcą z miejsca zaciukać. Na szczęście w obronie wampira stają Shinoa i reszta, nakazując dwójce przyjaciół schronić się w bezpiecznym miejscu, a potem dołączyć do nich na lotnisku, miejscu zbiórki ocalałych żołnierzy Księżycowej Kompanii. Tam jednak sytuacja zmienia się tylko na gorsze, bowiem z jednej strony atakuje ich wampirza arystokracja, zrzeszona przez Krul, a z drugiej pojawia się Kureto Hiiragi, generał dywizji, który postanawia poświęcić żołnierzy celem przebudzenia broni - Serafina Dni Ostatnich w postaci Mirai, siostry Kimizukiego. Wisienką na torcie okazuje się być zdrada Gurena, który raz, że pojawia się znikąd, mimo że przed chwilą był jeńcem wampirów, a dwa, reaguje na polecenie Kureto i atakuje wszystkich jak popadnie, przyjaciół, wrogów i... Yuu. A to naturalnie prowadzi do kolejnego szaleńczego wybuchu chłopaka, który daje się opętać mocy kryjącego się w jego wnętrzu Serafina.

Niestety, tym razem wszystkie ładne dziewczynki z okładek są albo martwe, albo trapami... 

Niemal idealnie z końcem 10 tomu skończyła się fabuła przedstawiona w anime, a od 11 mamy okazję zagłębić się w zupełnie nieznane rejony historii wampirów, demonów, serafinów i najgorszych z nich wszystkich stworzeń - ludzi. Co ciekawe, jak się tak czytelnik porządnie zastanowi, to zorientuje się, że wszystkie te rasy to jedno i to samo, tylko zależy kto kogo czym dziabnie... Do tej pory autorzy skupiali się raczej na przedstawieniu postaci, ich motywacji, lekkiego nadbudowania relacji i rozstawieniu pionków na szachownicy. Teraz jednak wreszcie decydują się odsłonić karty z najważniejszymi tajemnicami świata, jak choćby to, czemu w ogóle doszło do apokalipsy i kto za nią odpowiada. O dziwo wyjaśnienie ma sens, jednak wciąż nie znamy kilku zmiennych, jak choćby to, czemu doszło do pewnej kolaboracji wampirów i ludzi albo kto tak naprawdę pociąga za sznurki, żeby zapobiec kolejnej katastrofie. Z drugiej strony kiedy spojrzy się na gromadkę bohaterów, którzy są teraz zobligowani ratować świat od dewastacji, to ma się niepokojące wrażenie, że to naprawdę mocno niekompatybilna zbieranina osób. Mamy oczywiście Yuu i Mikę jako czołowych przedstawicieli obu stron barykady, których łączy tak wielki bromance, że nic nie jest w stanie się temu przeciwstawić; est również nowa rodzinka Yuu od Księżycowej Kompanii, jest samotny Narumi, któremu wycięto jego drużynę, więc musi się bujać z młodziakami, a potem dochodzą jeszcze Ferid z Crowleyem i Guren ze swoją ekipą, przez co trudno nie mieć gdzieś z tyłu głowy, że to się zwyczajnie musi skończyć czyjąś zdradą.

I tęskniąc sobie zadaje pytanie - czy to jest wojna, czy piknikowanie? 

Serafin Dni Ostatnich raczej nie był dla mnie mangą dobrą pod względem walk, bo chociaż zaprezentowane moce są intrygujące, a bronie kozackie, to rysownik nigdy nie umiał przedstawiać walk w jakiś jasny, plastyczny sposób. W tym szaleństwie może być jednak metoda, o ile założymy, że jest co chaos wywołany chęcią realistycznego pokazania walk, gdzie jeden lub dwa ciosy praktycznie decydują o wszystkim, a równie często w grę wchodzi strach, odbierając zdolność do stawiania czoła przeciwnikom. Mimo to wciąż nie poleciłabym tej serii osobom, które oczekują jednak typowej, shounenowej akcji. Przyznaję jednak, że twisty i w ogóle ilość rzeczy, które się dzieją, wynagradzają to z nawiązką. Szczególnie tomy 11-15 obfitowały w odpowiedzi na nurtujące od dłuższego czasu pytania. Dodatkowo wreszcie można mówić o konkretnym zagęszczeniu intrygi i wyjawianiu, komu trzeba będzie złoić tyłek, żeby doprowadzić do jako takiego pokoju. Szczególnie interesujące jest objaśnianie hierarchii wampierzej arystokracji - wreszcie zrozumiałam, co kryje się za numerkami związanymi z progenitorami. Do tej pory uważałam, że każdy ważny wampir ma swój indywidualny numerek i że to jakoś przedstawia kolejność narodzin od jednego, pierwotnego wampira (kimkolwiek by on nie był). Tymczasem okazuje się, że to znacznie bardziej skomplikowany system i choć faktycznie mówi o hierarchii, to jednak numerki mogą się powtarzać zależnie od tego, kto stworzył danego wampira. No a w tej sytuacji Mika również otrzymał coś w spadku po mamie Krul...

Jesteś szalony, mówię ci, zawsze nim byłeś,  skończysz wreszcie śnić~

A skoro już jesteśmy przy wampirach, to warto jeszcze zahaczyć o kwestię tego, jak bardzo świat przedstawiony jest nieprzyjemny i nieprzyjazny wobec protagonistów. Umiesz liczyć? Licz na siebie. Wampiry są złe z wiadomego względu - zaatakowały niedobitki ludzkości, zniewoliły masę dzieci, zabijają dla zabawy i nie mają uczuć. Be, bardzo be. Ale ludzie? Wcale nie są, kanalie, jakoś dużo lepsze. Jak jesteś słaby, to skończysz jako mięso armatnie albo jako obiekt śmiertelnie niebezpiecznych eksperymentów, które zrobią z ciebie broń masowej zagłady. Jak jesteś silny, to zostaniesz wykorzystany w brudnych, politycznych gierkach, ewentualnie wezmą cię do współpracy szantażem. Doprawdy uroczo. To jednak sprawia, że nie da się traktować historii w jasno określonych kategoriach, tym bardziej że z danej sytuacji  często nie ma żadnego dobrego wyjścia, a walka niczego nie załatwi. Raz za jakąś postać nie dalibyśmy nawet złamanego grosza, a dwa tomy później może się okazać, że jej rola w powodzeniu jakiejś misji jest kluczowa, więc konieczne jest zawiązanie z nią sojuszu. Innym razem myślisz sobie, że ten chłopiec to taki uroczy, nieśmiały dodatek do paczki głównych bohaterów, a potem orientujesz się, że to najbardziej przesycony żądzą zemsty skurczybyk w całej Japonii (tak, na ciebie patrzę, Yoichi). Rzadko kiedy spotykam się z taką sytuacją i nie powiem, to naprawdę odświeżające doświadczenie.

NANI?! 

Szkoda, że manga nie wyglądała w ten sposób od samego początku, a niektóre tajemnice nie zaczęły się rozjaśniać już po kilku, nie kilkunastu tomach. No, nawet drobnym teasowaniem bym nie pogardziła, bo pewne kwestie zostały wprowadzone naprawdę nagle - być może jest to wina tego, że w Japonii równolegle wychodziła również tworzona przez scenarzystę Serafina LNka o wydarzeniach tuż sprzed apokalipsy. Ale zawsze lepiej późno niż wcale. Na szczęście teraz jestem naprawdę wkręcona w sytuację, tym bardziej że na horyzoncie zaczyna się lekko rysować finał, a przynajmniej cel, do którego dążą główni bohaterowie. Jeśli uda im się uratować pewnych wampirzych towarzyszy, to chyba będziemy już mogli dążyć bezpośrednio do zakończenia. Cóż, przede mną jeszcze pięć wydanych w Polsce tomików, więc zobaczymy, na ile moje luźne gdybanie się sprawdzi.

To dopiero prawdziwy koniec świata, kiedy zamiast rycerza na białym koniu możesz oczekiwać co najwyżej antagonisty w białym cadillacu.

Za udostępnienie mangi serdecznie dziękuję wydawnictwu Waneko

Publikowanie komentarza

0 Komentarze