Każda potwora znajdzie swego amatora - recenzja mangi Mnich i pająk (jednotomówka)

Żaden ze mnie wyrafinowany znawca yaoi, bo nawet gdyby spojrzeć na liczbę tytułów z danego gatunku, które figurują na mojej liście obejrzanych czy przeczytanych produkcji, to pewnie uchodziłabym za magistra nauk isekajowych. Nie będę jednak ukrywać, że w ciągu kilku ostatnich lat po BLki sięgałam znacznie chętniej niż po inne, nieco bardziej tradycyjne dzieła w temacie romansów. W trakcie tych niezwykle zajmujących badań (ekhu, ekhu) zdarzało mi się też trafiać na pozycje, które rozwijały mój światopogląd w niespotykany dotąd sposób - na przykład prezentując relację między humanoidalnym pająkiem a mało cnotliwym mnichem... N-no co? Przypadkiem się trafiło! Przypadkiem! Ale ze skruchą potwierdzam, że ogłoszenie Mnicha i pająka włączonego w poczet Jednotomówek Waneko nie wstrząsnęło mną tak mocno jak pewnie niektórych mangowców, którzy pierwszy raz zetknęli się z okładką. Właściwie to trochę się nawet ucieszyłam z takiego obrotu spraw, bo skoro koneserzy obłych wdzięków mogą mieć w Polsce swoje Monster Musume, to damskiej części widowni też się chyba coś od życia należy, hmmm? I choć mnie do szczęścia w zupełności wystarczy tradycyjny facet z pięcioma odnogami (EKHU, EKHU), to aby życie miało smaczek, raz na jakich czas warto się skusić na dzikie harce ze stawonogiem...



Tytuł: Mnich i pająk
Tytuł oryginalny: Bouzu to Kumo
Autor: Haji
Ilość tomów: 1
Gatunek: yaoi, komedia, dramat, fantasy, romans
Wydawnictwo: Waneko
Format: 195 x 135 mm (powiększony)

Dawno, dawno temu, gdzieś na skraju średniowiecznej Japonii, być może w okresie Muromachi, a może już Sengoku. Po kraju podróżuje sobie pewien młody, przystojny mnich imieniem Sougen, który okazjonalnie zajmuje się odpędzaniem demonów na życzenie mieszkańców odwiedzanych osad. Trzeba jednak zaznaczyć, że Sougen to dość nietypowy specjalista w swoim fachu - po pierwsze to stara się nie za mocno rzucać ludziom w oczy, a już szczególnie takim z małych, górskich wioseczek, a po drugie... to podąża za nim pewien pająk. Taki w sumie mocno humanoidalny. Będzie już ze dwa lata. A choć Sougen nie kryje swojej irytacji, gdy jego demoniczny towarzysz podróży odwala w międzyczasie jakąś manianę (na przykład chwaląc się ze swoimi pajęczymi zdolnościami przed zwykłymi śmiertelnikami), to jednocześnie nie potrafi go od siebie odgonić. Nie potrafi... i nie chce. Przywiązał się bowiem do tego mało rozgarniętego stworzenia, a dodatkowo ich relacja ma jeszcze jeden wymiar - ten bardzo cielesny. Pajączek przejawia paniczny strach jeśli chodzi o jakiekolwiek przedstawicielki płci niewieściej, jednak ciało Sougena jest mu znacznie bardziej miłe. Na tyle miłe, że od czasu do czasu panowie pozwalają sobie na całkiem odważne figle, zwykle z pajęczą siecią w roli ekologicznego bondage...

Gdyby tylko pająki mogły być takimi przystojniakami, to przysięgam - w trzy sekundy pozbyłabym się tej  całej arachnofobii.

Jeśli spodziewacie się po Mnichu i pająku głębokiego rysu psychologicznego, szczegółowo rozpisanej, wielowarstwowej historii czy nawet realistycznego rozwoju relacji, to wybaczcie, ale nie tędy droga - tutejsza ścieżka prowadzi bowiem prosto przez gęste chaszcze, w których zabawia się dwójka głównych bohaterów. Porzućcie więc marzenia o tradycyjnych rozwiązaniach fabularnych na rzecz scen, które zaskoczą was liczbą obecnych nań kończyn i ilością zużytych metrów bieżących pajęczej nici. Manga stanowi głównie uroczą wariację na temat "co by było, gdyby yaoi i fantasy mogły mieć romans i urodziły im się z tego dzieci?". No to właśnie takie rozbudzające wyobraźnię coś by było. Trzeba też wyłożyć karty na stół i jasno stwierdzić, że fabuła niespecjalnie ma tu jakieś większe znaczenie, a momentami klei się ona praktycznie na słowo honoru (jak choćby przy sytuacji z wieśniakami, którzy zdają się ignorować niepokojące sugestie Pajączka). Owszem, świat przedstawiony jest fajny i przywodzi na myśl jakiś uroczy spin-off Dororo czy Kenshina, a postacie wzbudzają masę sympatii (nawet gdy okazują się być pająko-krowami lub innymi cudakami). Jednocześnie tam w tle mogłoby się dziać absolutnie cokolwiek, co stanowiłoby pretekst dla kolejnych interakcji i tworzenia coraz silniejszej więzi, opierającej się na czymś więcej niż tylko na soczystym siurku umiejscowionym między pośladkami drugiej postaci. Mnich i pająk to hołd dla czystej, nieskrępowanej, yaoistycznej rozrywki z solidną dawką pikanterii... ale wiecie co? Takie rzeczy też są od czasu do czasu potrzebne do szczęścia.

Jeśli do tej pory myśleliście, że opowiadanie o miłości na przykładzie pszczółek i kwiatków nie może być lubieżne...

Zarysowanie początków relacji głównych bohaterów wydaje się jednak dość mocno dziwne. Niby znają się, podróżują, pracują (no i regularnie posuwają) już od ładnych kilku lat, a mimo to nie widać między nimi żadnego większego zaangażowania czy znajomości charakteru drugiej osoby. Po prostu spacerują obok siebie i czasami wspólnie zajmą się spacyfikowaniem jakiegoś demona czy innego youkai. Sytuacja zmienia się wraz z chwilą, gdy "dołącza" do nich czytelnik i zaczyna obserwować kolejne sytuacje, które wyraźnie zbliżają mężczyzn do siebie. Wpadają w jedne tarapaty, ratują się nawzajem, wpadają w inną pułapkę, uciekają, przypadkiem odwiedzają przyjaciół, u których powoli otwierają się na innych ludzi i nieludzi, trafiają w pobliże rodzinnej wioski Sougena, żeby aktywować mega emocjonalne zwierzenia... Z jednej strony autorka bardzo dba o to, żeby ten związek miał ręce (oj, bardzo dużo rąk) i nogi, ale z drugiej zupełnie olewa odpowiednią podbudówkę, która mogłaby nas łagodnie wprowadzić w świat przedstawiony i uwiarygodnić to, że Sougen i Jin naprawdę dobrze się znają i szanują. I że w ogóle się znają, a nie że poznali się pięć minut temu za minionym świerkiem. Widocznie pokusa, aby rysować pikantne sceny z wieloma odnóżami naraz okazała się zbyt silna, żeby angażować siły przerobowe na jakąś stronę czy dwie porządnych retrosów. No bo kurde, no - skoro to taka gruba jednotomówka, to naprawdę można się było pokusić o nieco lepsze rozplanowanie akcji! Dobrze, że chociaż fantasy i seksowne fantazje pozostają w naprawdę udanej równowadze.

Akcja rodem z komiksów o Spidermanie też się temu naszemu Pajączkowi raz czy dwa przydarzy.

A czy wiecie, czemu Mnich i pająk to takie satysfakcjonujące dla oczu yaoi? Po pierwsze to kawał świetnej roboty odwala tu kreska, którą przyrównałabym do dzieł Meguru Hinohary czy Scarlet Berico. Miejscami jest mega seksowna i smukła, ale nie ucieka wcale od ciekawej akcji, zabawnych karykatur czy uroczych chibików. Plus w to podobieństwo wpisuje się jeszcze zabawa rolami, gdzie to niższy i szczuplejszy Pajączek jest dominującym partnerem, a dość solidnie umięśniony Mnich ze słabością do kobiecych kształtów wciela się w rolę uległego. Po drugie i nie mniej ważne... nie ma tu żadnej cenzury! Banzai! Wszystkie siurki i cycuszki (męskie i damskie, w liczbie sztuk całkiem nawet znaczącej) są tu wystawione na pokuszenie koneserów ludzkiego piękna! No i to ja rozumiem! Znajdzie się tu też trochę materiału poglądowego dla wielbicieli zabaw z gadżetami - nie pytajcie, czego tam używali w tej erze Sengoku, ale zapewniam, że mieli całkiem ciekawe pomysły - a w dodatkowej historii pojawiają się nawet legitne tentakle. I to takie urozmaicające pożycie ku obopólnej radości. Więc choć mocno bawiła mnie fascynacja autorki co do niektórych kinków, czym nie omieszkała się podzielić w każdym możliwym miejscu (tak, tak, już wiemy, że uwielbia odnóża, krótkie włosy i łyse pały), to jednocześnie dało się odczuć, że do wszystkich scen seksu podchodziła z dużą dozą pomyślunku. Nawet gdy w grę wchodzi jakiś bondage albo słowne docinki, to czytelnik zawsze ma świadomość, że obie strony lubią tego typu zabawy - czy to przez myśli, czy późniejsze dialogi między bohaterami. Ha! Prawidłowo! W końcu nawet dzikie fantazje mogą być prezentowane w zdrowszy sposób.

Uruchomienie libido nastąpi za trzy... dwa... jeden...

Wydanie prezentuje się dość standardowo jak na Jednotomówki Waneko - powiększony format to już oczywiście tradycja, natomiast obwoluta jest jednolicie lakierowana. Pod nią na okładce kryje się komentarz odautorski wraz z kilkoma dodatkowymi rysunkami, dlatego polecam koniecznie tam zajrzeć! Logo niestety niespecjalnie przypadło mi do gustu i kojarzy się mocno z tym, co zadziało się w Kulinarnych pojedynkach, gdzie każdą literkę fontu zrobiono samodzielnie (zwracają na to uwagę różnice w wymiarach powtarzających się liter i paskudnie nierówne krawędzie). Serio, będę mieć koszmary po tych brzydkich zawijasach i przedłużeniach liter robionych bez najmniejszego sensu. Nie róbcie tak więcej, proszę. Jakość druku i tłumaczenie prezentuje się bardzo fajnie - znalazło się nawet miejsce na kilka sprytnie wpasowanych w rysunki onomatopej, których wynajdowanie jest ostatnio moim osobistym konikiem. Mam tylko jeden dylemat - nie wiem, z jakiego powodu nasz Pajączek używa naprzemiennie określeń "mój panie" i "kochanie" (i to często w następujących po sobie zdaniach), ale brzmi to tak, jakby cierpiał na poważne rozdwojenie jaźni. Czy tak samo wyglądało to oryginalnie? Niestety nie umiem powiedzieć, bo japońskiego nie znam, ale akurat w angielskich skanach przez cały czas Jin używał po prostu określenia "Master" i wyglądało to mocno spójnie. Jeśli jest to jednak wina autorki, to chyba sugerowałabym, aby jakoś mocniej upodobnić do siebie te dwa określenia - formalne i czułe - żeby stosowanie ich obok siebie wyglądało bardziej naturalnie. Może coś w stylu "mój panie" i "mój miły"? Wtedy przez to wspólne "mój" można by chociaż udawać, że w mniemaniu Jina te zwroty to jedno i to samo, bo przecież zaczynają się tak samo. A tak to nie wiem, czemu czasami mówi do Sougena z szacunkiem, a czasami jak do podrywanej na rogu lasencji. Jakieś takie toto strasznie nieokrzesane bywa...

W ecchi nie o to chodzi, żeby łapać króliczka, ale żeby podziwiać go!

Polecam przyjąć radosną twórczość pani Haji z całym dobrodziejstwem inwentarza i powiedzieć sobie wprost "tak, ta jednotomówka jest spełnieniem fantazji prostej, szczerej yaoistki, która czasami po prostu chce sobie popatrzeć na przystojnych, miziających się panów". Niedoścignionym ideałem krótkiego, zwartego BL z rodzimego rynku wciąż pozostaje dla mnie Therapy game, które wzbudzało i wciąż wzbudza całe spektrum dobrych emocji, ale Mnich i pająk również dostarczyło mi masę prostej, pozytywnej, acz niezdrowej dla serduszka frajdy. Autorka naprawdę ma niezły dryg do yaoi i po cichu liczę, że może uda się jeszcze wydać od niej Double Hound (wartka akcja i wątki mafino-śledcze to zawsze dobre tło dla męsko-męskiego romansu). Cieszę się jednak, że ktoś w wydawnictwie Waneko zdołał zabrnąć w podobne rejony Internetu co ja i dzięki temu odnajduje do wydania nieco bardziej niszowe, świeże tytuły, które nie tylko stanowią jakąś interesującą odmianę w temacie, ale są też rysowane na naprawdę wysokim poziomie. Nie wątpię, że zainteresowani zawsze się znajdą, a może przy okazji wyleczą się z jakiejś fobii.

Kiedy pozostaje już tylko czytać, jak to inni bawią się na zewnątrz...

Za udostępnienie mangi serdecznie dziękuję wydawnictwu Waneko

Publikowanie komentarza

8 Komentarze

  1. Zgadzam się we wszystkim!
    Dla mnie lektura tej mangi była taka przyjemna... nie przypominam sobie, kiedy ostatnio takiego zdrowego yaoica przeczytałam. To wszystko było takie urocze, takie konsensualne, takie "kochaniowe", że jeju. Szkoda, że autorka aż tak bardzo skupiła się na scenach erotycznych (jak dla mnie wystarczyłaby jedna a porządna, bo te, które już dostaliśmy, i tak są tak krótkie, że jakoś szału nie robią) zamiast bardziej rozwinąć relację bohaterów.
    No i nie muszę chyba mówić, że brak cenzury (damskiej! w! yaoi!), potworkowi faceci i to odwrócenie schematycznej dynamiki uke-seme, które od razu narzuca się po zobaczeniu bohaterów, ujęły mnie za serce. Potrzebuję więcej. Więcej potworków i więcej odwróconej dominacji. ;w;
    Słodziutka jednotomówka, cieszę się, że dałam jej szansę, bo z yaoi od dłuższego czasu jakoś mi nie po drodze. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie trik polega tu na tym, że jest i odrobinę niezdrowo (bo bondage), ale i zdrowo, bo Sougen przyznaje, że mu się podoba, nawet jeśli bywa przy tym mocno zawstydzony. I zgadzam się w pełni, że jedna, może dwie porządne sceny seksu - taka na początek i na koniec, żeby pokazać zmianę, jaka zachodzi przez ten czas w Pajączku - zagrałyby w historii znacznie lepiej. Cała strona wizualna jest super, łącznie z damskimi cycuszkami :3 Do tej pory tylko Asumiko Nakamura się na coś takiego zdecydowała w O.B., ale z całym szacunkiem dla niej, to tutaj było nieco więcej szczegółów i krągłości. Taką odmianę w jednotomówkach to ja rozumiem. Póki co wypada to lepiej niż przy Kotori, które ostatnio strasznie ugrzęzło z pracami Junko i innymi kanciastymi podbródkami .3. Aż szkoda, że te yaoi u Waneko to tak na razie co pół roku się trafiają...

      Usuń
    2. A bondage uważasz za niezdrowe, bo...? xD To nie jedzenie kupy, żeby tak to nazywać xD

      Usuń
    3. Azaliż albowiem nieprawidłowo założony bondage może przyczynić się do powstawania zatorów krwi, duszności i sińców, a zatem sprowadzić on może pewien uszczerbek na zdrowiu - dla niektórych z pewnością lichy, a dla niektórych niewłaściwy. Należy mieć przeto w pamięci, że oczywiście każdy lubi co innego ;)

      Usuń
    4. Nie spojrzałam na bondage w ten sposób w ogóle, haha. Było to dla mnie raczej czysto "wizualne". :D Być może coś w tym jest, ale głównie to zasłodziło mnie to, w jaki uroczy sposób bohaterowie się do siebie zwracali. A nie z pyskiem i do łóżka, jak to bywa w wielu yaoi. ( ͡° ͜ʖ ͡°)
      No i... potworkowi chłopcy... tak. Mam słabość do potworkowych chłopców. ///

      Usuń
  2. "świeże tytuły, które nie tylko stanowią jakąś interesującą odmianę w temacie"
    Ja wiem, czy ta manga jest w jakikolwiek sposób interesująca czy świeża? Ja się tylko na niej wynudziłam. Chyba że chodzi o seksik z człowiekiem z kilkoma odnóżami, to faktycznie, świeże...
    W temacie romansów z potworami znacznie ciekawsze jest takie Monster and the beast. A mang z ukesiami, którzy nie wyglądają na ukesiów przez lata było tyle, że też nie ma czym się ekscytować (wciąż mało jest seke i to doceniam, jak się pojawia).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak najbardziej masz prawo być wynudzona, jeśli sięgasz po BL z całego międzynarodowego rynku lub ze skanów. Dla mnie "Mnich i pająk" to jednak odmiana - inna epoka, potworek (a nawet więcej), mniej typowa dynamika, że to ten niższy i młodszy jest stroną dominującą... ale tak jak to zaznaczam również w recenzji - chodzi o rynek polski. Więc w całości się zgadzam, że to nic nowego jako ogół, tak trochę niegrzeczne jest ironizowanie, że nie mam się czym ekscytować. Mimo wszystko każdego może jarać coś innego i każdy może zaczynać poznawać gatunek yaoi od innej strony.

      Usuń
    2. No... na moje odczucia może nakładać się też fakt, że czytałam już chyba dziesiątki mang w dokładnie tych samych klimatach... Jak zostałam bóstwem, Natsume, Dom Momochich, Zakuro, Dororo... płeć bohaterów w związku jest mi obojętna i epoka też, kiedy autorka kompletnie olewa świat przedstawiony.
      Może źle się wyraziłam - możesz się ekscytować czym tam chcesz, ale DLA MNIE nic w tym ciekawego.
      Trochę tęsknię za czasami, kiedy jarało mnie każde napotkane yaoi. Ale było to setki rozdziałów temu i teraz jestem już zgorzkniała xD

      Usuń