Gdzie dwóch się bije, tam korzysta sadysta - recenzja mangi Kakegurui - Szał hazardu (tomy 2-3)

Jak się nad tym głębiej zastanowić, czytanie mang ma wiele wspólnego z hazardem - nigdy nie wiesz, kiedy przestać, człowiek momentalnie traci poczucie czasu i rzeczywistości, a zanim się obejrzysz, twój portfel krzyczy, bo za dużo grosiwa poszło w ruch. W tym na kupowanie Kakegurui, które mimo pewnej epizodyczności występującej w obrębie wydanych już w Polsce tomików wciąż trzyma czytelnika w napięciu, przez co aż chce się wiedzieć, co nowego wymyśli Yumeko i jak poradzi sobie z szachrajstwami przeciwników. Oczywiście znam już historię z anime, więc nie dziwi mnie ogólny postęp fabuły, ale nadal pozostaję pod ogromnym wrażeniem pomysłowości twórców - i to zarówno pod względem wymyślnych gier, jak i tego, że te wszystkie "siedziane" sceny udaje się prezentować w intrygujący graficznie sposób. Dodatkowo manga ma tę wyższość, że wszystko przyswaja się w swoim tempie. Zgaduję, że wiele osób musiało przy okazji oglądania animowanego Kakegurui regularnie pauzować odcinki, żeby nadążyć za tokiem rozumowania bohaterów (a jest za czym, skoro mamy tu do czynienia z tytanami wszelakich przekrętów), natomiast w mandze nikt nikogo nie pogania, a jedną stronę można kontemplować choćby i przez pół godziny... co zresztą nie jest wcale ostatnim plusem tej serii...



Tytuł: Kakegurui - Szał hazardu
Tytuł oryginalny: Kakegurui
Autor: Homura Kawamoto (scenariusz), Toru Naomura (rysunki)
Ilość tomów: 12+
Gatunek: shounen, tajemnica, psychologiczny, szkolne życie, dramat
Wydawnictwo: Waneko
Format: 175 x 125 mm (standardowy)


Yumeko wpada w poważne kłopoty. Po pojedynku z szefową klubu kultury tradycyjnej - w działania której w ostatnim momencie ingeruje sama przewodnicząca samorządu szkolnego, Kirari Momobami - zadłuża się na 310 milionów jenów, przez co zostaje uznana za niekooperatywnego ucznia i sprowadzona do rangi Kici. Dodatkowo w ramach spłaty długu zostaje jej przysłany Plan na życie - dokument, który w zastępstwie braku posiadanych aktywów rozporządza jej przyszłością. Towarzyszący jej mimo kastowych zawirowań Suzui odkrywa, że Yumeko niespecjalnie się tym pokręconym stanem rzeczy przejmuje. Nawet więcej! Pragnie wykorzystać sytuację oraz fakt, że według panujących w szkole zasad zwierzaczki mają prawo do wyzwania jednej osoby na pojedynek, z którego przeciwnik nie może się wycofać. I oczywiście doskonale już wie, z kim chciałaby zagrać... Na "nieszczęście" Yumeko zyskuje jeszcze inną szansę na odkucie się, bowiem samorząd postanawia zorganizować walne zebranie w sprawie ugodowej spłaty długów. Myli się jednak ten, kto uważa, że jest to spokojne, fachowe spotkanie z doradcami finansowymi. Akademia Hyakko hazardem stoi, a zatem i spłata długów odbędzie się w formie szczególnie ryzykownych gier.

Duże (i kieszonkowe też) ilości Yumeko naraz.

Jak miało to miejsce w pierwszym tomie, tak i w kolejnych dwóch wygrane Yumeko nie są wcale rzeczą gwarantowaną. No i w ogóle nie zawsze pełne zwycięstwo jest najlepszym rozwiązaniem z danej sytuacji... szczególnie gdy za przeciwniczkę ma się sfiksowaną masochistkę, która największą rozkosz odczuwa wtedy, gdy może postawić na szali własne życie. Dodatkowo rozwój historii oraz dobór kolejnych oponentów nie pozwala się nudzić - co by nie mówić o naszej głównej bohaterce, która czystością pobudek raczej nie grzeszy, to miło jest, kiedy spuszcza ona mentalny i finansowy wpierdziel innym, znacznie gorszym indywiduom. Jednocześnie cały czas ma się wrażenie, że Yumeko bawi się ze wszystkimi dookoła: z pozostałymi graczami, z szykanującymi ją kolegami i koleżankami, z samorządem szkolnym, z sojusznikami czy nawet z nami, czytelnikami. Niby uwielbia ona stawiać na ślepy traf, ale kiedy tylko znajduje lukę w postępowaniu oponenta, to bez wahania ją wykorzystuje. Kocha grać o wielkie kwoty, ale gdzieś tam na drugim planie sugeruje się, że jest niesamowicie bogata. Potrafi wyciągnąć rękę do słabych i przegranych, jednak jara ją to, jak bezwzględny system panuje w Akademii. Oj, Yumeko to zdecydowanie topowa antybohaterka na miarę naszych czasów i portfeli...

O takie silne yuri nic nie robiłam~

W ogóle w Kakegurui pojęcie "słabej płci" kompletnie nie obowiązuje, a nawet można odnieść wrażenie, że to panowie mają w temacie hazardu naprawdę znikome pojęcie. Na parkietach - czy może raczej na planszach i stołach - brylują za to panie, z których każda ma swój unikalny charakterek, dzięki czemu nie pozwalają sobie w kaszę dmuchać. W końcu przebywają w szkole, gdzie przetrwają tylko najsilniejsi i najsprytniejsi, prawda? Na czoło tej żeńskiej stawki hazardowych wyjadaczy wysuwa się póki co oczywiście Yumeko oraz, co może być zaskakujące pod względem konstrukcji fabuły, Mary Saotome. Z Mary to jest naprawdę ciekawy przypadek. Wszystkie znaki na niebie i ziemi powinny wskazywać, że była ona tylko tą stereotypową biczą do pokonania w pierwszym rozdziale mangi, a bohaterem, który stanie się stałym kompanem (czyt. wiernym przydupasem) Yumeko będzie Suzui. Tymczasem Mary pokazała, że jedna widowiskowa przegrana nie czyni z niej od razu niekompetentnej zawodniczki. Wręcz przeciwnie. Dotkliwa lekcja i upadek na dno szkolnego układu pokarmowego niejako uaktywnił w Mary znaczne pokłady skrywanej ambicji i wymusił na niej, aby wyszła z bezpiecznej strefy klasowego komfortu, w której mogła sobie kantować jak jej się żywnie podobało. Razem z Yumeko tworzy prawdziwie zabójcze combo i choć obie mają niesamowity zmysł do wykrywania oszustw, to właśnie Mary nie ma oporów, żeby samemu wykorzystywać reguły gry na własny, nie do końca czysty użytek.

Chaotic neutral jak się patrzy.

Po drodze wprowadzono też kilka intrygujących postaci drugoplanowych. Lwią ich część stanowi grupa samorządu szkolnego, która stoi po Ciemnej Stronie Mocy i czerpie olbrzymią satysfakcję nie tylko z możliwości sterowania zza kulis życiem Akademii, ale też z posiadania niebagatelnego wpływu na kształt gospodarki oraz polityki całej Japonii. I to samo w sobie może nie byłoby aż takie niepokojące, jeśli tylko by się założyło, że maczają w tym palce naprawdę kompetentne osoby, ale kiedy czytelnik poznaje nieco bliżej Kirari Momobami... uch, przywodzi mi ona na myśl Makishimę z Psycho-Passa i to nie tylko przez wzgląd na ten sam kolor włosów (przypadek? nie sądzę). Przewodnicząca jest socjopatką pierwszej wody, a jej "zasługi" dla funkcjonowania Akademii można mnożyć i mnożyć: to ona wprowadziła system dłużników-zwierzątek, nad którymi można się dowolnie znęcać; dysponuje środkami umożliwiającymi przejmowanie prywatnych długów, aby bezkarnie dysponować przyszłością podporządkowanych sobie uczniów; jak również ma bardzo wątpliwą moralność, co zaprezentowała chociażby w retrospekcjach z pojedynku z Midari. Ta, Yumeko jest wyjątkowo nieprzewidywalna... ale to z Kirari nie chciałabym dzielić nawet tego samego uniwersum.

Nie powiem, ta opcja z zapewnieniem męża trochę mnie skusiła.

Kakegurui jest mangą niesamowicie oszczędną jeśli chodzi o onomatopeje. Znaczy - jasne, czasami się jakieś pojawiają, ale są to naprawdę drobne rzeczy, których nie da się zwykle ograć na nieruchomych panelach jak np. mocniejsze ściskanie dłonią twardego przedmiotu. Wszędzie tam, gdzie widać mimikę postaci albo wyraźne gesty, rysunki załatwiają całą robotę, co się zresztą bardzo chwali. Po co dostawiać kolejny z rzędu *grymas* czy inny *śmiech*, skoro widać to na pierwszy rzut oka? No właśnie. Toż to szkoda traktować czytelnika jak jakiegoś ostatniego cepa, tym bardziej w kontekście fabuły nastawionej na stosowanie pokrętnej logiki, za którą trzeba jeszcze nadążyć. Rysunki to znów czyste złoto i nie mogę się przestać na nie napatrzeć. Już anime od studia MAPPA zostało zrealizowane na piątkę (przynajmniej w kwestii animacji), ale manga mimo braku tej charakterystycznej, soczystej czerwieni wcale nie traci na atmosferze. Jedynie okładki - co muszę z ubolewaniem przyznać - są średnio ciekawe. Po pierwszej, bardzo klimatycznej obwolucie ilustrator zaczął jakieś dziwne, stylizacyjne eksperymenty z rastrami, co jest o tyle dziwne, bo już kolorowe ilustracje wewnątrz tomików są świetne (oczywiście w mojej opinii). Dodatkowo od drugiego tomu zmieniła się odrobinę faktura obwolut. Wciąż mamy do czynieina z "plastikowym płótnem" jak w jedynce, ale żłobienia są odrobinę węższe, przez co późniejsze tomiki wydają się w dotyku trochę bardziej neutralne. Nie wiem, z czego wynika ta zmiana, ale jeśli będziecie potrzebować czegoś do ASMR, to polecam jednak zaopatrzenie się w pierwszy tom.

Tylko pamiętaj, żeby podczas schylania się po tę kasę ktoś cię nie kopnął w tyłek...

Czytanie Kakegurui przypomina trochę śledzenie kryminału, tyle że nie ma tu żadnych denatów, arystokratycznych dworków ani prawych detektywów z sumiastym wąsem. Pojawiają się za to misternie przygotowywane tajemnice - dużo tajemnic - które są przedstawiane i odkrywane w naprawdę intrygujący sposób. Nie wydaje mi się, aby możliwe było samodzielne odgadnięcie wszystkich tych trików i oszustw, ale sprawia to niesamowitą przyjemność, kiedy wraz z przewracaniem kolejnych stron puzzle wskakują na swoje miejsca i człowiek rozumie, dlaczego to wszystko układa się tak, a nie inaczej. I choć hazardzistka ze mnie żadna, a granie w Totka uważam za dość mało kuszącą rozrywkę, to z chęcią postawiłabym swoje pieniądze na Kakegurui... tak ze dwadzieścia złotych za tom, a nawet trochę mniej, jak się akurat trafi na dobrą promocję.

Za udostępnienie mangi serdecznie dziękuję wydawnictwu Waneko.

Publikowanie komentarza

0 Komentarze