Mowa jest srebrem, a milczenie problemem - recenzja mangi Słyszę twój głos (jednotomówka)

Nie wiem do końca, jak to się stało, że mimo robienia regularnych zakupów nowości zupełnie zapomniałam o istnieniu tej jednotomówki, ale dopiero po dwóch latach od wydania zdołała wpaść w moje dłonie. Być może to kwestia wyjątkowo niepozornej okładki, a może lekkiej niepewności o ostateczną jakość fabuły, bo współautorem tej mangi jest Hiro Kiyohara. Tego pana mogliśmy już poznać przy okazji horrorowej serii Another (odpowiadał tylko za rysunki) oraz horrorowej jednotomówki Demon grzechu -Tsumitsuki- (to było jego samodzielne dzieło). W obu przypadkach poziom tych pozycji był, uprzejmie mówiąc, niekoniecznie najlepszy przy finiszu. Postanowiłam jednak dać autorowi trzecią szansę - w końcu do trzech razy sztuka - bo liczyłam na talent pisarski współpracującego z nim Otsuichiego (znam jego Goth i było całkiem spoko) oraz zmianę klimatu z dreszczowca na obyczajówkę z elementami fantasy. A takie lubię zdecydowanie bardziej.


Tytuł: Słyszę twój głos
Tytuł oryginalny: Kimi ni Shika Kikoenai
Autor: Otsuichi (historia), Hiro Kiyohara (rysunki)
Ilość tomów: 1 (z serii Jednotomówek Waneko)
Gatunek: dramat, shounen, supernatural
Wydawnictwo: Waneko
Format: 195 x 135 mm (powiększony)


Nieśmiała Aihara ma olbrzymie problemy z dogadywaniem się z rówieśnikami - i są to problemy bardzo dosłowne, ponieważ dziewczyna nie potrafi wydusić z siebie nawet jednego słowa. Podczas czytania na głos na zajęciach literatury wolałaby się zapaść pod ziemię, a wspólne wypady z koleżankami na karaoke wydają się jedynie marzeniem ściętej głowy. Jednocześnie dystans między nią a innymi narasta również z powodu braku telefonu komórkowego, które właśnie zaczęły zyskiwać na popularności. Aby to sobie jakoś zrekompensować, Aihara wyobraża sobie swoją własną, wymarzoną komórkę. Doprowadza jednak tę wizję do takiej perfekcji, że pewnego dnia jej nieistniejący telefon... zaczyna bez zapowiedzi dzwonić na lekcji. Czy to skontaktować się z nią próbuje jej przytłumiona podświadomość? Resztki umierającej w agonii potrzeby towarzystwa? Niekoniecznie. Bo gdy dziewczyna wreszcie decyduje się odebrać połączenie, w jej głowie odzywa się głos chłopaka, Nozakiego, który wydaje się tak samo zdziwiony tym, że udało mu się z kimś połączyć z pomocą swojego wymyślonego telefonu. Tym sposobem rozpoczyna się historia dwojga samotnych nastolatków, dla których wyimaginowane komórki stają się szansą na odnalezienie straconego szczęścia i zaakceptowanie nieidealnych siebie.

Konkurs audiotele - możecie zgadywać, które to obwoluta, a które właściwy tomik.

Ogromnie lubię tego typu okruchy życia czy dramaty, w których w tle przewija się drobny element fantasy powodujący rozruch całej skomplikowanej machiny kolejnych wydarzeń. Takie wyróżniające historię założenie staje się nie tylko kolorową posypką na tradycyjnym pączku, dodającym charakteru i wyjątkowości w relacjach międzyludzkich (międzypostaciowych?), ale fajnie działa na wyobraźnię, sprawiając, że czytelnik sam po pewnym czasie zaczyna się zastanawiać "a co ja bym zrobił na jej/jego miejscu?". Tytuły takie jak Orange, ERASED, Twoje imię, Half&half czy czytane w skanach Jumyou wo Kaitotte Moratta. Ichinen ni Tsuki, Ichimanen de. (Sprzedałem swoje życie za dziesięć tysięcy jenów za rok.) to naprawdę solidne opowieści, działające tak świetnie właśnie przez to, że prowokują bohaterów do podjęcia działań, na które w normalnym, nudnym świecie nigdy by się nie zdecydowali. Dodatkowo gdyby cała historia miała się opierać jedynie na przypadkowym spotkaniu chłopaka i dziewczyny... no nie oszukujmy się, trochę tych dzieł kultury już powstało, więc pewnie mało kto zwrócilibyśmy na nie uwagę.

Historia zaczyna się bez zbędnych ceregieli, ale za to od kilku bardzo ładnych, kolorowych stron.

Do tego zacnego grona mogę zaliczyć również Słyszę twój głos, które już od samego opisu prezentuje naprawdę obiecujący koncept. Niby to tylko prosta telepatia między wyalienowanymi nastolatkami... no, nastolatkami plus pewną młodą kobietą... ale jednak wynika z bardzo konkretnych problemów i rządzi się jasno zdefiniowanymi zasadami (chociażby tym, że kontakt nie jest ciągły i jedna ze stron nie może bezkarnie podsłuchiwać myśli drugiej - wiwat prywatność!). Przyznam też, że z łatwością identyfikowałam się z rozterkami Aihary. Kiedy człowiek nie ma wielkiej śmiałości do ludzi, łatwo jest wypaść z obiegu bądź nadziać się na kogoś, kto nadszarpnie zaufaniem, co znów sprawia, że szalenie trudno jest znów znaleźć dla siebie właściwe miejsce. "Spotkanie" Nozakiego pozwoliło jej jednak przezwyciężyć kompleks drżącego głosu, szczególnie że sam Nozaki... cóż... może nie będę tego zdradzać, ale dwójka głównych bohaterów naprawdę doskonale się uzupełnia. I chociaż właśnie z tego powodu udało mi się przewidzieć najważniejszy zwrot akcji, to jednak dwa kolejne, które wieńczyły historię, stanowiły dla mnie już wielką niespodziankę. Good job, panowie autorzy. Dzięki temu czytelnik jest i zadowolony, bo udało mu się coś poprawnie wydedukować, i miło zaskoczony, bo wciąż miał z lektury sporą niespodziankę.

Huh... chyba muszę wziąć się w garść i zacząć sobie wizualizować to moje wymarzone porsche...

Choć w przyziemnych obyczajówkach raczej nie ma się co nastawiać na pełne dynamizmu kadry czy masę cieszących oko detali, to jednak fajnie jest, kiedy mangaka wie, jak operować mimiką. W przypadku Hiro Kiyohiry rysunki są poprawne i czyste, ale postacie wyrażają naprawdę niewiele emocji (jasne, Aihara jest zamknięta w sobie, ale problem tkwi w jej głosie, nie w twarzy jako takiej), natomiast kadry wypadają mocno oszczędne. Oczywiście jest to zabieg celowy, aby skupić się na tym, jak wiele rzeczy działo się wyłącznie w głowie głównej bohaterki i jak wielką rolę odgrywał tu nie obraz, a ciężki do graficznego zaprezentowania dźwięk, jednak nie da się ukryć, że autor znacznie bardziej rozwinął skrzydła w późniejszych pracach (Another dzieli od Słyszę twój głos całe siedem lat!). Mimo to ta skromność też ma w sobie pewien urok i pasuje do historii, gdzie jedną z najmocniejszych scen wydaje się to, kiedy ktoś krzyczy. Polskie wydanie jest ładne i najbardziej podoba mi się w nim to, jak zaprojektowano obwolutę - jak widzieliście na zdjęciu, rysunek praktycznie zlewa się z białym tłem, jednak kiedy wyjaśni się, że niebieskie linie zostały pokryte lakierem punktowym, a biel jest matowa, to zyskuje to zupełnie innego charakteru.

Ten przykry stan, kiedy sąsiad z góry wierci w ścianie już trzeci dzień z rzędu...

Jak na mangę, która zupełnie umknęła mi z radaru, zostałam nią bardzo miło zaskoczona. Swoim klimatem przypomina mocno Głosy z odległej gwiazdy (dużo fajnych "głosów" się w tych jednotomówkach przewija), głównie przez to, jak wiele monologów wewnętrznych bohaterowie prowadzą i jak bardzo potrzebują siebie nawzajem. To urokliwa, dająca do myślenia, lekko melancholijna opowieść o akceptowaniu samego siebie i dążeniu do tego, by coś w sobie zmienić, nawet jeśli finalnie miałoby chodzić o otrzymanie pochwały od nauczyciela czy możliwość pójścia na wspólne karaoke. Polecam mocno, no i mam nadzieję, że pan Kiyohara będzie się dalej rozwijał w kierunku spokojnych okruchów życia i dramatu, bo naprawdę ładnie mu to wychodzi.

Ja wiem, ja wiem... to wszystko przez tę paskudną jesień...

Za udostępnienie mangi serdecznie dziękuję wydawnictwu Waneko.

Publikowanie komentarza

0 Komentarze