Przyganiał inspektor systemowi - recenzja mangi Inspektor Akane Tsunemori (tomy 1-6)

Gen Urobuchi, znany również jako Urobutcher bądź Rzeźnik Urobuchi - kojarzycie może tego miłego pana? Dziś raczej mało kto o nim wspomina, tym bardziej że nie jest jakoś szczególnie mocno aktywny w światku growo-mangowo-animcowym (póki co utknął przy robieniu filmów o Godzilli), ale jednak warto zaznaczyć, że mówimy tu o człowieku, który odpowiada za fabułę kilku co bardziej przełomowych franczyz. Mogliście nawet coś o nich słyszeć... Puella Magi Madoka Magica... Fate/Zero... Psycho-Pass… takie tam różne kolorowe. Ach, ale właśnie. Zatrzymajmy się na chwilę przy Psycho-Passie. W 2012 roku oryginalna seria okazała się ogromnym sukcesem, który kontynuowany jest do dziś (jesienią 2019 wyjdzie trzeci sezon), natomiast u nas w Polsce pojawiła się w wersji mangowej: pierwszy sezon jako sześciotomowa historia Inspektor Akane Tsunemori, a sequel anime, Psycho-Pass 2, został wydany pod tym samym tytułem w formie pięciu tomów. I tu pojawia się pewien alarmujący brzęczyk - czy anime przerobione na mangę w ogóle ma prawo bytu? Czy jest to raczej prosty skok na kasę i odcinanie kuponów od czegoś, co przecież już raz się sprawdziło? Czy dorasta pierwowzorowi do pięt? Zwykle odpowiedzią jest głębokie prychnięcie, ale w przypadku Psycho-Passa nie wszystko jest takie, jakie się na pierwszy rzut oka wydaje… zarówno fabularnie, jak i nawet ekonomicznie.

No to co? Zapnijcie pasy i ruszajcie w głąb recenzji. Póki co skupmy się na tej pierwszej części, ponieważ stanowi ona nieco odrębny byt.


Tytuł: Inspektor Akane Tsunemori
Tytuł oryginalny: Kanshikan Tsunemori Akane
Autor: Hikaru Miyoshi (rysunki), Psycho-Pass Committee (scenariusz), Akira Amano (projekty postaci), Gen Urobuchi (scenariusz oryginalny)
Ilość tomów: 6
Gatunek:akcja, tajemnica, dystopia, psychologiczna, sf, przyszłość, sensacja
Wydawnictwo: Waneko
Format: 195 x 135 mm (powiększony)


Japonia w niedalekiej przyszłości. Postęp technologiczny doprowadził do tego, że to nie ludzie osądzają ludzi, ale odgórny program zwany Systemem Sybilli. Umożliwia on swoiste odczytywanie dusz i przewidywanie, kto jest tak zwanym “utajonym kryminalistą”, którego należy odłączyć od społeczeństwa, zanim popełni swoją pierwszą zbrodnię. Dokładnie tak - można karać jeszcze zanim ktokolwiek pomyśli o przestępstwie, a co dopiero mówić o jej realizacji. W ten sposób ludzie mogą żyć kompletnie bez obaw o cokolwiek, poświęcając własne bezpieczeństwo w metalowe ręce maszyn. Mimo to zdarzają się sytuacje, kiedy oko kamery nie zawsze jest w stanie odpowiednio wcześnie wyłapać potencjalnego zbrodniarza i właśnie wtedy do akcji włączają się ludzie z Ministerstwa Zdrowia. Świeżo upieczona pani inspektor, Akane Tsunemori, zostaje włączona do zespołu numer 1 i rusza do akcji wraz z przydzielonymi jej egzekutorami - czyli utajonymi kryminalistami, którzy dostali szansę na względnie normalne funkcjonowanie (pod ścisłą kontrolą) jako śledczy. Jeden z nich, Kougami Shinya, będzie dla Akane niemałym psychologicznym wyzwaniem, a już w niedalekiej przyszłości dwójka ta będzie musiała stawić czoła znacznie większemu złu niż tylko okazjonalnie znarkotyzowanemu pracownikowi korporacji...

Ciekawe, czy zaplanowano dokładnie sześć tomów, żeby każdy z zespołu 1 i 2 mógł się pojawić na okładce?

Czy taki tytuł jak Raport mniejszości coś wam mówi? Nie? Aktorskie thrillery z Tomem Cruisem w roli głównej to nie do końca wasza bajka? No moja w sumie też nie, choć oczywiście trzeba przyznać, że sam zarys fabuły opiera się na bardzo podobnych założeniach co Psycho-Pass. Ale i tak chyba łatwiej będzie to ująć w takich pojęciach jak "dystopijna przyszłość", "cel, który ma uświęcać środki" oraz “dużo rysowanych flaczków”. To tak w skrócie. W nieco szerszym ujęciu Psycho-Pass to wciągający akcyjniak, który stawia czytelnika (albo widza) przed dylematem, czy to słuszne, aby oceniać człowieka jeszcze zanim cokolwiek zrobi, a nawet dalej - czy system, choćby nie wiadomo jak idealny i słuszny, ma prawo kierować życiem ludzi w stopniu aż tak znacznym, że decyduje nawet o ścieżce kariery. I niby wydawałoby się, że odpowiedź jest całkiem prosta - bo jasne, że człowiek jest człowiekiem głównie dlatego, bo popełnia błędy oraz przekracza swoje własne możliwości - jednak w tej historii opozycja raczej nie wydaje się najprzyjemniejszą frakcją, której warto kibicować. No więc właśnie. Mamy brutalne morderstwa planowane przez niezkazitelnego obywatela, którego celem jest wstrząsnąć społeczeństwem, jak również inspektorów, którzy niby walczą o ład i porządek, tylko że trochę nie wiedzą, czym on jest i czy nie przypomina on raczej solidnego przeprania mózgu. To niejednoznaczny i interesujący konflikt zarówno pod względem fabularnym, jak również wizualnym.

A w każdym tomiku czeka piękna, kolorowa rozkładóweczka.

Kreacje inspektorów oraz egzekutorów bardzo przypadły mi do gustu i prezentują szeroki wachlarz podejścia do pracy śledczych, jak to z braku laku można ujednolicić, mówiąc o policji z tamtejszego świata. Mamy tu bowiem do "wyboru" detektywa-wygę starej daty w postaci Masaoki, analitycznego Kougamiego, który potrafi również obić mordkę komu trzeba, lekkoducha Kagariego, który pracuje, bo trochę nie ma innego wyjścia, cichą i skrupulatną Kunizukę, sztywnego jak kij w… w kurczaku na rożnie Ginozę i świeżaka w postaci Tsunemori, naszej głównej i tytułowej bohaterki. Na początku mogłoby się wydawać, że kreacja Akane ma służyć tylko temu, aby stykać się z najgorszymi patologiami tamtejszego systemu i być na ich widok zszokowaną. Szybko okazuje się jednak, że te sytuacje tylko ją zahartowują i sprawiają, że sama zaczyna szybko rozgryzać psychikę zwyrodnialców, ale na dodatek na koniec… no, to się nazywa mieć porządny, satysfakcjonujący wątek prowadzący do rozwoju w kogoś, kto staje się badassem w pełni tego słowa znaczeniu. Z takimi podwalinami zdecydowanie jest sens kontynuować całą historię, co zresztą będzie nam dane sprawdzić w sequelu.

Czy to oscarowa mowa, czy pierwszy dzień w pracy - trzeba wiedzieć, dzięki komu zaszło się tak daleko.

Niestety, największy - i w sumie jedyny - problem mam z postacią Makishimy, naszego głównego antagonisty. Na mój gust facet ma zbyt przekombinowaną motywację. Bo jasne, mógłby uchodzić za solidnego antybohatera, ponieważ to System Sybilli jest tym większym problemem. Owszem, ma sporą słuszność, będąc złym na to, że ludzie chronieni przez odgórnie narzucony program albo stracili zdolność samodzielnego myślenia (a to doprowadza do uwsteczniania się całego społeczeństwa), albo zostali zesłani na kompletny margines, bo ich intelekt czy artystyczny talent nie służy już dobru idealnego państwa. Problem w tym, że to idzie o wiele, wiele dalej i Makishima ma tendencje do nieustannego wygłaszania pompatycznych tekstów z rodzaju "ludzie powinni zabijać i być nieufni, żeby ich dusze mogły lśnić" albo mówić o istotności więzi międzyludzkich, jednocześnie planując masową epidemię na skalę kraju. Taki podręcznikowy przykład socjopaty podlanego sosikiem z filozoficznych cytatów. Przez to kompletnie nie wierzę w nawet ziarno słusznych pobudek, jakie stoją za jego chorymi działaniami.

Bo jak to rzecze stara zasada - białowłosy musi umrzeć. Tutaj to nawet bardzo wskazane.

Jak można się było spodziewać, manga obcina pewną część wątków, choć nie jest to aż tak zauważalne, jak mogło by się wydawać. Anime oglądałam na bieżąco w 2012 roku, więc oczywiście wielu szczegółów już nie pamiętam, ale nawet po tych 7 latach przerwy nie odniosłam wrażenia, żeby cokolwiek z głównej osi fabuły zostało naruszone. Wiem, że w oryginalnej serii pojawiały się drobne wątki postaci pobocznych, jak chociażby odcinek poświęcony Yayoi i temu, jak ona stała się utajoną kryminalistką, a następnie egzekutorką, ale spójrzmy prawdzie w oczy - to miły dodatek do rozwoju świata przedstawionego, ale nie absolutna konieczność, tym bardziej że nawet w anime takie historyjki były wrzucane trochę od czapy i na zasadzie przerywnika. Z drugiej strony manga oferuje pewne krótkie rozdziały dodatkowe związane chociażby z postacią Sasayamy, czego, jeśli dobrze mi się wydaje, anime nie miało. Dlatego jeśli komuś trudno jest się zabrać za serię, która ma jednak te niebagatelne 22 odcinki, to manga stanowi znacznie bardziej kompaktowe i zwarte rozwiązanie.

Pokaż kotku, co masz w środku, czyli anatomia dla zdesperowanych (tatuażystów).

A warto, bo kreska wypada tu niesamowicie - jest czysta, czytelna, dokładna i idealnie odwzorowuje estetykę oryginału. W pierwszej chwili miałam nawet sporą wątpliwość, czy tego aby nie rysowała sama Akira Amano (twórczyni designów postaci, jak również autorka popularnego swego czasu shounena Katekyo Hitman Reborn!). Ale nie, za szatę graficzną odpowiada zupełna świeżynka na rynku, który od Inspektor właściwie zaczął karierę mangaki, a obecnie współtworzy komiks opowiadający o Sherlocku Holmesie (nie, nie tym z BBC). Wracając jednak do grafiki - może będzie to dziwny argument, ale sposób, w jaki przedstawiono tutaj niektóre trupy jest obrzydliwo-fascynujący i naprawdę przemawiający do wyobraźni. Dodatkowo wszystkie kadry są dopracowane, a postacie nie cierpią na żadne bolączki anatomiczne. No cud-miód-malyna. Druk też spisał się na medal - jest wyraźny, a manga jest utrzymana w tonacji jaśniejszych szarości - przez co z przyjemnością wertowało się każdy tomik. Do przekładu raczej nie mam zastrzeżeń. Jedynie czytanie linii dialogowych Makishimy sprawiało mi pewien ból, ale to raczej przez sam dobór filozoficznych cytatów, a nie jakieś językowe zawiłości. A przecież i tak oszczędzono nam części jego wywodów z anime...

Jak przystało na służby specjalne - w dwuseryjniaku zbiórka!

Mimo to Inspektor Akane Tsunemori - czyli manga adaptująca pierwszy sezon Psycho-Passa - wypada w tym porównaniu jako pozycja niezwykle stabilna i zdecydowanie warta swojego istnienia. Zrobiono ją z dbałością i szacunkiem do oryginału, wiedząc, z czego można zrezygnować (pewne wątki postaci), a co należy dopieścić (kreska!), co sprawiło, że komiks jest przemyślanym wyciągiem z serii, a nie tylko bezmózgą adaptacją robioną do momentu, aż rysownikowi się znudzi. Poza tym trudno o dobre sci-fi z dorosłymi bohaterami na naszym rynku, więc pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że ta pozycja może trafić również do odbiorcy nieco mniej mangowego, co zawsze może powiększyć listę prezentową o ciekawą pozycję. A jeśli te ogólne argumenty was nie przekonują, to może warto jeszcze nadmienić, że ważni bohaterowie giną tu w ilościach niemałych, dlatego... no. Podpiszcie kontrakt z Urobutcherem i stańcie się magicznymi posiadaczami Inspektor Akane Tsunemori.

A już niebawem - recenzja drugiej serii, Psycho-Pass 2!

Publikowanie komentarza

0 Komentarze