W tym szaleństwie jest metoda! - recenzja mangi SPYxFAMILY (tomy 6-7)

31 października wreszcie gruchnęła długo oczekiwana informacja, że manga SPYxFAMILY doczeka się w 2022 roku anime. Jakby mało było euforii, należy jeszcze nadmienić, że za produkcję będzie odpowiadać duet wyśmienitych studiów - Wit oraz CloverWorks - należących do ścisłej czołówki branży jeśli chodzi o warstwę techniczną branych na warsztat tytułów. Oczywiście już sama manga SPYxFAMILY radzi sobie doskonale we wszelkich zestawieniach sprzedaży tomików, jednak nie wątpię, że wraz z emisją anime nastąpi prawdziwa eksplozja zainteresowania tą serią (szczególnie że prawa do streamowania zdobyło Crunchyroll, więc nie trzeba się martwić wydumanymi grafikami Netflixa). Warto w takiej sytuacji już z zawczasu zaopatrzyć się w swój komplet tomików, bo nigdy nie wiadomo, kiedy nastąpią kolejne deficyty papieru na rynku drukarnianym, a przy okazji będzie można patrzeć z wyższo.... khem, znaczy, będzie można uchronić się przed spoilerami, które z pewnością będą krążyć po sieci w formie ikonicznych min Anyi masowo ustawianych w awatarach na mediach społecznościowych.


Tytuł: SPYxFAMILY
Tytuł oryginalny: SPYxFAMILY
Autor: Tatsuya Endou
Ilość tomów: 8+
Gatunek: shounen, akcja, komedia, okruchy życie, dramat
Wydawnictwo: Waneko
Format: 175 x 125 mm (standardowy)

Operacja Strix operacją Strix, ale pomniejsze szpiegowskie misje same się nie zrobią, zwłaszcza że kruchy pokój między Wschodem i Zachodem może wkrótce zostać zniszczony przez... sztukę. A tak konkretnie przez Damę w promieniach słońca, obraz, na której znajdują się ponoć zakodowane wskazówki do odnalezienia kryjówki, gdzie ukryte zostały niewygodne dokumenty opisujące jakieś nielegalne eksperymenty czy inne tortury przeprowadzane przez jedną ze stron (a czy z Zachodu, czy Wschodu, to już naprawdę mniejszy problem przy tych napiętych stosunkach międzynarodowych). Przejęcie dzieła sztuki nie będzie jednak tak łatwym zadaniem, ponieważ znajduje się w posiadaniu Caviego Campbella, magnata przemysłu energetycznego, a zarazem wybitnego kolekcjonera... i organizatora podziemnego kręgu walk turnieju tenisa, w którym można wygrać wskazane przez zwycięzcę precjozum z kolekcji. Zmierzch łączy więc siły z Nocą i postanawia zagrać w deblu, gdyż w ocenie szpiegów wydaje się to najłatwiejszy sposób, aby niepostrzeżenie przejąć problematyczny obraz zanim zrobi to węszące biuro bezpieczeństwa. Ale właśnie - wydaje się, bo mimo wszystko w turnieju walczą wcale niezłe koksy opłacane przez innych bogaczy, którzy za kulisami kręcą grube hajsy na obstawianiu wyników meczy. A kiedy chodzi o forsę, nikt nie będą zważać na żadne zasady fair play.

Po co komu Mikołaj, skoro codziennie można sobie robić gwiazdkowe prezenty?

Niby były to zaledwie dwa tomy, a działo się w nich tyle, że łohohoho. Każda z postaci dostała swoje pięć minut przygód, począwszy od Loida i jego perypetii z (kolejno) Nocą i Yor, przez Anyę, Becky i Damiana wraz z wierną obstawą, a kończąc na Bondzie, Yurim, Frankym czy nawet panu Hendersonie. W standardowych shounenach takie skakanie z wątku na wątek mogłoby w mig doprowadzić do gargantuicznego bólu głowy, jednak w przypadku zmyślnie poprowadzonej komedii poświęcenie uwagi każdemu z barwnej gromadki tylko powiększa zasób serwowanych gagów i ani na chwilę nie pozwala się nudzić. Wolicie dojrzałych bohaterów, którzy mimo rzucanych pod nogi kłód po cichu i z gracją ratują świat przed dewastacją? Nie ma sprawy. Bawią lub rozczulają was dzieciaki zgrywające dorosłych? Proszę bardzo. Tu jest wszystko, od srogiej powagi po beztroską głupawkę, od delikatnych wzruszeń po zgrzytanie zębami (uwaga, nie mylić z bruksizmem!). Nie przypadnie wam do gustu jakaś z postaci? No to w kolejce czeka już pięć następnych, gotowych skraść wasze serca bez względu na założone nań zabezpieczenia.

...więc mówicie, że w Polsce brakuje mang sportowych?

Mimo tej wszędobylskiej równości zaskakujące jest to, że najbardziej złożony wątek w SPYxFAMILY dotyczy na ten moment nie Yor, nie Anyi, nawet nie Loida, ale wszystkiego, co dzieje się wokół... Damiana. Tak, tego wrednego panicza ciągnącego za sobą dwóch kreskówkowo brzydkich przydupasów, który wydaje się mangową odpowiedzią na Draco Malfoya z z serii książek/filmów o Harrym Potterze. Ale właśnie dlatego, że bazuje na oczywistości, autor mangi mógł od razu przejść do właściwego mięska i raz za razem łamać kolejne związane z tym stereotypy. Pod tym kątem błyszczy szczególnie tom 7., gdzie swoje pięć minut dostają małoletni "goryle" Damiana. Ich przerysowany wygląd i komplementowanie młodego Desmonda na potęgę (czyt. podlizywanie się (żeby nie powiedzieć, że smarowanie grubą warstwą wazeliny, aby wleźć paniczowi w... łaski)) mogłoby sugerować, że są mało skomplikowanymi półgłówkami, którym zależy wyłącznie na koneksjach. Z czasem wychodzi jednak na jaw, że co jak co, ale są oni najbardziej empatycznymi, taktownymi, gotowymi na poświęcenia ziomalami ze wszystkich przedstawionych dotąd bohaterów. Tylko im jednym bezinteresownie zależy na spotkaniu Damiana ze swoim ojcem, a jednocześnie robią wszystko, aby wesprzeć przyjaciela na duchu, gdy nie wszystko idzie tak jak trzeba.

Subtelności może za grosz, ale za to bromance wystrzelił na poziom over 9000

Tymczasem po przeciwnej stronie ringu mamy wspomnianego już Loida/Zmierzcha, który na początku serii wydawał się pełnym wzniosłych ideałów szpiegiem, jednak raz po raz pojawiają się kolejne sytuacje, kiedy to zaczynamy wątpić w czystość i moralność pewnych jego czynów. Jasnym jest, że nie może sobie pozwolić na to, aby uczucia wzięły górę nad profesjonalizmem, bo akurat zobaczył czyjeś łzy, natomiast i tak nie sposób nie poczuć podskórnego dyskomfortu, gdy Loid bez choćby najmniejszego zawahania chce wykorzystać uczucia Yor do wzmocnienia statusu swojej udawanej rodzinki podczas misji Strix czy używa Damiana do zdobycia informacji o Desmondzie seniorze, chociaż doskonale zdaje sobie sprawę, w jakiej niekomfortowej sytuacji rodzinnej znajduje się aktualnie kilkuletni chłopak. Tyle dobrego, że nie jest przy tym ani trochę okrutny i w pewien sposób nawet udaje mu się zrobić coś pozytywnego, choć ten wewnętrzny brak skrupułów w stosunku do (przynajmniej teoretycznie) cywili bywa odrobinę przerażający. Ale! To w żadnym wypadku nie jest wada, a ci, którzy z wypiekami na twarzy śledzą emitowane ostatnio Ousama Ranking potwierdzą, że nic tak dobrze nie przyprawia fabuły jak dodawanie postaciom niejednoznaczności.

Śpiewać każdy może, trochę lepiej lub trochę... no. Na słowo honoru.

Jak pewnie doskonale wiecie, wielkimi krokami zbliża się Boże Narodzenie, a niezależnie od tego, czy obchodzicie je po chrześcijańsku, czy po prostu po swojemu, to idealny moment, aby miło spędzić czas w rodzinnym gronie... na przykład rodzinnym gronie Forgerów występujących na kartach SPYxFAMILY. Śledzenie ich przygód z pewnością niejednemu mangowcowi spodoba się bardziej niż wigilijne rozmowy o znienawidzonej polityce czy bliski kontakt trzeciego stopnia z rozmokniętą szminką całuśnej ciotki od strony dziadka. Zresztą, święta to tylko jedna z wielu wymówek, aby czym prędzej zaopatrzyć się w ten tytuł, choć nie ukrywam, że pomysł, aby czyjś brat albo inna kuzynka w ramach prezentu od Mikołaja znalazł/a tomik SPYxFAMILY, to akurat świetny kamień milowy pod budowę swojego własnego rodzinnego fandomu mangi i anime. Seria spokojnie przypadnie do gustu nawet starszym członkom familii, zwłaszcza jeśli czują oni sporo sentymentu do takich klasyków jak Stawka większa niż życie czy stare filmy z Bondem (w sensie tym drugim Bondem, nie tym wielkim i puchatym), bo wtedy taka manga mogłaby stanowić idealny pomost zrozumienia między kolejnymi pokoleniami fanów serii szpiegowskich.

Czyli wypisz-wymaluj fanka shounenów!

Za udostępnienie mangi serdecznie dziękuję wydawnictwu Waneko.

Prześlij komentarz

0 Komentarze