Gra warta świeczki... a nawet kilku milionów - recenzja mangi Kakegurui - Szał hazardu (tom 1)

Wierzę, że o takim tytule jak Kakegurui większości zaangażowanych w fandom ludzi już się o uszy obiło - głównie dzięki dwóm sezonom anime wyprodukowanym przez studio MAPPA w latach 2017 oraz 2019. I kiedy na przełomie minionego marca i kwietnia wydawało się, że szał na Szał hazardu definitywnie się zakończy, tym bardziej że twórcy animacji wyzuli się z materiału źródłowego, Waneko ni z gruszki, ni z pietruszki ogłosiło mangę u nas. Jest to o tyle niestandardowy wydawniczo ruch, ponieważ w tej serii nie znajdziecie żadnych epickich walk na pięści, magii, romansów ani humoru - czyli tego, co przyciąga chyba najwięcej rodzimej publiki. W ogóle tematyka hazardu wydaje się znacznie bliższa starszemu odbiorcy, który nadąży za prezentowanymi regułami dość nowatorskich gier, choć podejrzewam, że i na wdzięki zgromadzonych tu bohaterek mógłby polecieć niejeden początkujący pokerzysta, który póki co łupie na przerwach w makao. Ja znów należę do tego typu ludzi, którzy największy hazard popełniają wtedy, gdy mają się założyć o puszkę coli, więc teoretycznie nie szukam w życiu żadnej adrenaliny... ale przyznaję, że to jest jednak zupełnie inna zabawa, kiedy o grube miliony muszą się ścierać inni, a mnie pozostaje jedynie sięgnąć po odpowiednio dużą paczkę popcornu.


Tytuł: Kakegurui - Szał hazardu
Tytuł oryginalny: Kakegurui
Autor: Homura Kawamoto (scenariusz), Toru Naomura (rysunki)
Ilość tomów: 11+
Gatunek: shounen, tajemnica, psychologiczny, szkolne życie, dramat
Wydawnictwo: Waneko
Format: 175 x 125 mm (standardowy)


Akademia Hyakkao - miejsce, gdzie uczą się dzieci najbardziej wpływowych ludzi biznesu i wielkich tego świata. Przyszłość japońskiego narodu. Osoby, które już za parę lat będą odpowiadać za dobrobyt wielu milionów pracowników. Nic więc dziwnego, że głównym celem nauki w tejże placówce nie jest wyłącznie etykieta, zarządzanie czy obycie towarzyskie, ale... przepuszczanie grubej kasy i robienie ludzi na szaro, czyli to, co politycy i dyrektorzy wielkich korporacji umieją najlepiej. Kiedy tylko kończą się typowe zajęcia, a podręczniki do matematyki kończą w czeluściach toreb, na ławki wykładane są plansze do ruletki i karty do pokera, natomiast zadłużeni uczniowie kończą jako podnóżki swoich panów. I właśnie do tejże szkoły przepisuje się z nagła niejaka Yumeko Jabami, dziewczyna o długich, prostych, czarnych włosach, hipnotyzujących oczach oraz dość nietypowych zainteresowaniach. Zamiast bowiem przestraszyć się tego, do jak bezlitosnej jaskini hazardu trafiła, panna Jabami jest szczerze zafascynowana panującymi zasadami, jak również Samorządem Uczniowskim, który rządzi Akademią prawdziwie żelazną ręką.

Ach, jak ta zakładka pięknie kusi do przejścia na ciemną stronę obwoluty...

Gdyby Mona Lisa była bohaterką mangi.

Cel i założenie fabuły serii poznajemy gdzieś w środku pierwszego tomu - cała zabawa toczyć się będzie dopóty, dopóki Jabami nie zagra z Momobami, przewodniczącą wspomnianego już Samorządu. Reszta to jeden, wielki rollercoaster, w którym bohaterowie będą mierzyć się z kolejnymi oponentami, przez co raz będą przegrywać, a raz wygrywać. W przeciwieństwie jednak do typowych shounenów, gdzie walki opierają się na praniu po pyskach, w hazardzie nie ma żadnej wielkiej stawki poza po prostu mamoną (i jakimiś jej wariacjami). Przegrana nie sprawi, że cywilizacja upadnie, a zło zatriumfuje na całym świecie. Tak po prawdzie to tu nie ma żadnej dobrej czy złej strony ani walki o większą ideę. Każdy ma swoje za uszami, również Jabami, której teoretycznie kibicujemy, ale to głównie dlatego, bo po drugiej stronie barykady mamy niewolniczy system i złych ludzi, którzy ten system wprowadzili... przy czym Jabami nawet nie stara się go zanegować, a wręcz upaja się tym, jak dotkliwa kara może ją spotkać za byle przegraną. Natomiast nikt nie ma złudzeń, że wszyscy chcą uprawiać hazard i każdy stara się pognębić drugą stronę dla zwykłej przyjemności czerpanej ze zwycięstwa. I dla mnie to spoko założenie, bo nie dość, że zwroty akcji są dzięki temu znacznie mniej przewidywalne (w ciągu potyczek zaprezentowanych w pierwszym tomie Jabami zdążyła już i wygrać, i przegrać, i teoretycznie zremisować), a poza tym jest to fajna rozrywka dla intelektu, gdy czytelnik próbuje rozgryźć, co za większe szachrajstwo kryje się za daną grą.

Słaba płeć, mówili. A bilon ci w oko!

Rysunki w wykonaniu Toru Naomury wypadają przefantastycznie. Wyglądają mega efektownie przez to, jak są czyste, pełne detali i stawiające mocno na mimikę postaci, nie stroniąc przy tym od pewnej karykaturalności czy teatralności w okazywaniu emocji. Nawet najmniejsze scenki są przygotowane niesamowicie starannie i z dbałością, aby wyglądały jak gładkie filmowe kadry specjalnie przygotowane pod niewielkie cliffhangery. W ogóle w Kakegurui zawsze najbardziej jarała mnie nie fabuła... choć oczywiście te wszystkie pomysły na gry są mega angażujące... ale cała tutejsza estetyka i nastawienie na prezentację szaleństwa, w jakim bohaterowie - zgodnie z przewodnim hasłem serii - się zatracają. Zresztą, hazard mimiką oponentów stoi, dlatego o ile kadry nie skupiają się akurat na samej planszy lub na dłoniach rywali, to autorzy nie żałują sobie mega zbliżeń na pół strony na same tylko oczy czy na grymasy twarzy postaci (póki co głównie żeńskich i mocno grzeszących urodą, o ile akurat nie tracą grubych milionów wraz ze stoickim spokojem). Jest w tym tytule coś niesamowicie hipnotyzującego i przykuwającego oko... zupełnie jak w prawdziwej ruletce, kiedy nie można oderwać wzroku od wirującej po torze kulki.

Stężenie bezwzględnych bicz na metr kwadratowy kadru jest tu bardzo wysoki.

Zachwycałam się tym już na Facebooku, ale ponowię to też tutaj. Obwoluta jest genialna, a jej faktura mogłaby śmiało konkurować z drogimi, eleganckimi, kopertowymi torebkami. Powierzchnia przypomina płótno, tylko takie zwarte, foliowe i błyszczące. Gorzej mają się w tym przypadku kolory samego nadruku, bo w zestawieniu z obwolutą japońską, angielską czy nawet z samym projektem naszego rodzimego wydania, w rzeczywistości tomik wypada przeraźliwie czarno. Cera Jabami powinna być zdecydowanie bardziej ziemista, a wygląda jak rodowita Murzynka, u której można dojrzeć jedynie czerwone oczy i paznokcie. Na grzbiecie dzieje się to samo. Przykro mi to mówić, ale ktoś tu nie popisał się przy sprawdzaniu próbnych wydruków oraz tego, jak będzie się prezentował ostateczny efekt. Logo też wzbudza moje mieszane uczucia - prawdopodobnie wzorowano się na tym, co zastosował Yen Press, ale nie da się ukryć, że to po prostu zwyczajny, toporny Times New Roman z minimalnie podpicowanym "a". Nie oceniam kwestii (nie)tłumaczenia tytułu i dodania podtytułu, bo wiem, że inne zagraniczne wydania mają analogicznie rozwiązanie, więc zakładam, że to po prostu wymóg Japonii... natomiast proszę, niech tłumaczka nie sięga więcej po żadne dziko hasające "kutwy", bo bohaterowie to nie chłopi małorolni z początków XX wieku.

Takie tam - na waciki.

Kakegurui to w mojej ocenie taka manga, która pod pewnymi względami bywa powtarzalna czy mocno przesadzona, ale właśnie o to w tym szaleństwie chodzi - żeby oglądać te piękne licealistki (i okazjonalnie licealistów), które doświadczają wyimaginowanego orgazmu, kiedy na ich konto wpada tłuste dziesięć milionów. Podobnie jak działa to w Kulinarnych pojedynkach, tak i tutejsze sceny ecchi mają dość nietypowe uzasadnienie. Mimo to od razu jakoś tak przyjemniej się do nich podchodzi, gdy za główny pretekst odczuwania ekstazy robi niematerialna koncepcja uzależniającego hazardu, a nie przeciętny, wymoczkowaty protagonista (siemka, Suzui). Dodatkowo bohaterki wcale się tego nie wstydzą, bo w ich pojęciu nie uczestniczą w żadnym dwuznacznym procederze, tylko w ekscytujących, ekhu ekhu, rozgrywkach. Zdaję sobie sprawę, że młodszy czytelnik porządnie się tu wynudzi i przytłoczy go ilość tekstu niezbędna do wyjaśniania reguł gier czy zastosowanych trików na oszustwa, ale dla wszystkich spragnionych odrobinki intelektualnej rozrywki na krawędzi przyzwoitości to będzie solidny strzał prosto w środek tarczy. A że ja zawsze lubiłam bawić się w rzutki, no to i kolejne tomy są dla mnie zakupem obowiązkowym.

Przewodnicząca klubu kulturalnego jest zawiedziona twoim kompletnie bezstresowym życiem.

Za udostępnienie mangi serdecznie dziękuję wydawnictwu Waneko.  

Publikowanie komentarza

0 Komentarze