O drobnym złodziejaszku, co postanowił skraść serce - recenzja mangi On Doorstep (jednotomówka)

Nie da się ukryć, że spośród Jednotomówek Waneko swoją obecność całkiem wyraźnie zaznaczyły ostatnio pozycje BL, w przypadku których przynajmniej raz na kwartał można odnotować pojawienie się coś nowego. I w sumie ciężko jest się tej zależności dziwić, bo wystarczy odpowiedzieć sobie na jedno, całkiem proste pytanie - przez ile rozdziałów autor jest w stanie prowadzić fabularny romans (i to niezależnie od konfiguracji płci), żeby problemy bohaterów nie zaczęły być dla czytelnika uciążliwe i sztucznie rozbuchane, a historia nie wpadła w oczywiste pułapki wyświechtanych tropów? Kilka? Kilkanaście? Pewnie coś w tym stylu. Właśnie dlatego z tym większą przyjemnością sięgam po krótkie romanse, do których zaliczają się przecież i te z relacjami męsko-męskimi, bo wiem, że to, co twórca zechce mi w nich przekazać, będzie krótkie, odpowiednio dosadne i zostawiające pole do własnych rozważań.

I spragniona właśnie takich wrażeń w jeden wieczór wsunęłam On Doorstep, czyli jednotomową mangę, która wydaje się mroczna z wierzchu... a nadspodziewanie puchata w środku.



Tytuł: On Doorstep
Tytuł oryginalny: On Doorstep
Autor: CTK
Ilość tomów: 1
Gatunek: yaoi, romans, dramat
Wydawnictwo: Waneko
Format: 195 x 135 mm (powiększony)


Jimmy prowadzi raczej nieskomplikowany żywot drobnego złodziejaszka podprowadzającego kobietom portfele z torebek - nie pozostaje jednak zupełnie bezkarny, ponieważ pewnego pięknego dnia na gorącym uczynku przyłapuje go pewien czujny obywatel. Reese, bo tak ten szacowny jegomość ma na imię, zamiast oddać Jimmy'ego w ręce policji, decyduje się go zabrać ze sobą do pewnej księgarni i postawić mu ultimatów. Albo trafi pod opiekę stróżów prawa, albo... przez jeden dzień będzie uczciwie pracować jako tamtejsza maskotka. Z braku laku nasz pechowy kieszonkowiec odbębnia przydzieloną pańszczyznę, jednak tak bardzo wjeżdża mu to na ambicję, że postanawia zemścić się na mężczyźnie. Po krótkiej obserwacji odnajduje jego mieszkanie, do którego zaraz chybcikiem się włamuje i... i kiedy już ma zamiar koncertowo go skroić, zauważa, że Reese jest byłym policjantem. Po takiej niespodziance Jimmy postanawia czym prędzej się wycofać, po czym grając niewiniątko zgłasza się z powrotem do księgarni, by upewnić się, że Reese niczego nie zauważył. Nie wie jeszcze, że jego zawodowe zainteresowanie powoli przerodzi się w coś głębszego, a niezatarte ślady włamania sprawią więcej problemów niż mógłby przypuszczać.

Na końcu tomu znajduje się jeszcze niezwiązana z główną fabułą historia dodatkowa - Lucky bill - opowiadająca o spłukanym aktorze szukającym pracy oraz jego dawnym, niekoniecznie miło wspominanym znajomym, który dorobił się pozycji managera.

Już chyba wiem, czemu z takim opóźnieniem sięgnęłam po tę jednotomówkę - mnie po prostu niesamowicie odstraszają papierosy! Nawet te rysowane!

On Doorstep to mega przyjemne yaoi, które czyta się wprost błyskawicznie... ale tak naprawdę-naprawdę błyskawicznie. Mnie wystarczyła chyba niecała godzina przed snem, tym bardziej że trzeba się było spieszyć do wyra, bo z rana miałam łapać busa do rodzinnego domu. Niech was jednak nie zwiedzie obecny tu tag "dramatu", bo możecie się na nim srogo przejechać (jak Zabłocki na mydle albo jak Jimmy na robótce w pociągu). Mimo elementów cięższych - do których zdecydowanie należy przeszłość Reese'a brzmiąca jak wstępny szkic do ponurego thrillera - cała opowieść jest całkiem lekka, optymistyczna i pełna przyjaznego flirtu. Osadzenie akcji w USA sprawia, że o wiele łatwiej kupuje się koncept, że dwójka wyraźnie różniących się od siebie wiekiem facetów bez większego problemu związuje się ze sobą, a ponadto nie ukrywają się z tym faktem i są w pełni akceptowani przez środowiska, w których się obracają. Wiadomo, że na bazie kłopotów z coming outem czy poznawaniem własnej seksualności można budować świetne historie, ale takie stawianie kawy na ławę od czasu do czasu też się przydaje, bo wtedy można eksplorować nieco inne tematy - jak chociażby wzajemne zaufanie czy nawet tak mało oczywiste kwestie jak moralność. Podobnie jak miało to miejsce w przypadku Królowej i krawca, tak i tutaj starsza osoba z duetu robi za stronę bierną... ale jest to rodzaj bierności, który takie tygryski jak ja lubią najbardziej, bo chodzi o świadomy wybór wynikający z tego, aby oddać pole do popisu temu młodszemu, rześkiemu (haha, teoretycznie) partnerowi. Wciąż jest to mocno odświeżające i buduje fajną, niezwykle wyrównaną dynamikę między postaciami - bo miło jest widzieć, że ten, który jest bardziej pewny siebie w rozmowach, traci grunt pod nogami w łóżku i vice versa.

Coś czuję, że w tym tempie to z tego Szybkiego Billa zrobi się niebawem Impotent Jimmy...

Kreska w On Doorstep - szczególnie jak na standardy BL - jest w moim odczuciu totalnie obłędna. Główni bohaterowie to kawał porządnych facetów, po których widać, że to faceci, a nie biszouneny o wąskich kibiciach, wiotkich dłoniach i klatach suchych jak przedwczorajsza Podwawelska. Autorka oddaje wszystko dokładnie tak jak trzeba, od budowy ciała, przez krzywiznę sylwetki czy szerokość barków w stosunku do rozmiarów bioder, po nawet tak prostą rzecz jak tyłki, które u mężczyzn są przecież - oczywiście niczego im nie ujmując - znacznie bardziej płaskie i kwadratowe. Mimo to daleko im do przesady znanej z takiego bara (odmiana yaoi, w której nie wiadomo, czy bohaterowie są pulchni, umięśnieni, czy może jedno i drugie naraz). Mężczyźni są nie za szczupli, nie za napakowani, no po prostu tacy w sam raz. O. A jeśli dodamy do tego jeszcze nieliczne, ale za to mega zmysłowe sceny łóżkowe, które są zaprezentowane z odpowiednim smakiem i lekkimi niedopowiedzeniami, to pozostaje mi tylko chwalić kapitalizm, że dzięki niemu dotarliśmy do tak pięknych czasów. Wydanie Waneko jest więc w tej sytuacji idealnym ukoronowaniem dobrego komiksu - jakość druku jest nienaganna, tłumaczenie sprawiło mi dużo radości (ten żarcik z szybkim Billem pasuje perfekcyjnie do klimatów amerykańskich, mimo że jego źródło znajduje się w całkowicie polskiej piosence), a format zapewnia wysoką jakość rysunków, do których można się ślinić na zdrowie. O ile ślinienie może takie być.

W dobrej erotyce nie trzeba pokazywać wiele, żeby móc sobie potem wyobrażać mnóstwo...

Wady? Chyba sama długość historii. Początek rozwija się w świetnym tempie, napięcie rośnie, powietrze gęstnieje, drobna złośliwość młodego złodziejaszka powoduje, że do byłego policjanta wracają demony przeszłości... i tylko szkoda, że ten wątek radzenia sobie Reese'a z traumą nie został nieco bardziej pogłębiony. Oczywiście nie chodzi o to, żeby ton historii zmienił się na zupełnie ciężki i mroczny, co to to nie! Mnie ten obecny klimat odpowiadał zdecydowanie bardziej, jakkolwiek sprawa zabitego partnera wydawała się zbyt obiecująca jak na to, co ostatecznie z niej wyciśnięto. Właściwie to nawet z ogólną wymową historii w pełni się zgadzam i to, że obecność drugiej osoby potrafi w wyjątkowy sposób zabliźnić pewne rany - najlepiej wtedy, gdy druga osoba jest wszystkiego świadoma i stara się wesprzeć tę pierwszą choćby prostymi słowami czy zainteresowaniem - tylko że pozostawiono tu czytelnikowi odrobinę zbyt dużo swobody w interpretowaniu tego, jak bohaterowie dotarli do tego finalnego punktu. Z drugiej strony to też nie tak, że kompletnie zignorowano całą sytuację, bo wspomniano, że Reese prowadził długą terapię z psychologiem, że wycofał się z pracy policjanta i tak dalej, więc związek z Jimmym nie ma tu odgrywać roli magicznego hokus-pokus leczącego wszystkie traumy. Miłość pozwoliła utrwalić to, co sam z ogromnym trudem osiągnął.

Zagadka z rodzaju "który to prawy policjant, a który kłamliwy złodziejaszek?"

Jeśli więc chodzi o BL w jednotomówkach Waneko, to te póki co idealne trafiają w mój gust. Praktycznie zawsze niosą ze sobą jakieś dodatkowe wartości albo ich historie prezentują coś więcej niż tylko "bo dwóch panów się zebrało i wygrzmocić się zechciało" (no a jeśli już do tego dochodzi, to przynajmniej jest to grzmocenie ładne). Nie będę też ukrywać, że jestem strasznie łasa na opowieści z dobrymi zakończeniami, które w choć niewielkim stopniu mogą podreperować moje zdanie o tej mało przyjaznej rzeczywistości. I właśnie On Doorstep świetnie się z tego zadania wywiązuje - bo aż lżej mi się robi na sercu, kiedy przypominam sobie, że nawet taki skopany przez życie Reese może na sta... khe, khe! ...może w kwiecie wieku odnaleźć szczęście u boku innej osoby, nawet jeśli kuriozalnie okaże się to dwudziestokilkuletni chłopak ze złodziejskim zacięciem. Ale nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło, bo przecież każdy z nich może się dzięki tym różnicom nauczyć nowego spojrzenia na świat...

...a i zawsze jest to niezła wymówka, żeby móc się kiedyś pobawić kajdankami ;)

A będę gadać! Oczywiście same dobre rzeczy!

Za udostępnienie mangi serdecznie dziękuję wydawnictwu Waneko

Publikowanie komentarza

2 Komentarze

  1. Generalnie tą mangą nie zachwyciłam się tak jak ty. Przede wszystkim dla mnie była za krótka. Czuję się tak jak pies, któremu dano do powąchania dobre mięsko klasy A5 a dostał jakiś ochłap gdzie 90% to sucha kość... Kreska, jak i cały graficzny koncept, jest na złoty medal, ale niestety fakt, że fabularnie było to takim przeciągiem, który w sumie nie wywietrzył domu (dobijając to jeszcze miejscem na historię dodatkową, sic!) nie pozwolił mi zapałać do tego tytuły większą sympatią. A szkoda :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie no, wspomniałam, że długość jest tutaj konkretną wadą i z chęcią dowiedziałabym się, co tam się za kulisami działo. Bo szczerze? To wygląda trochę tak, jakby w połowie autorka dostała nieoczekiwanego cancela, musiała kończyć wątek w 30 stron i przez to trzeba było uzupełnić tomik dodatkową historyjką. Natomiast do połowy bardzo mi się podobało i gdyby tak miała wyglądać całość, to z pewnością byłaby to jedna z moich najulubieńszych jednotomówek yaoi.
      Btw. wiem, że ta autorka ma jeszcze jedną mangę na koncie, też w lekko gangsterskich klimatach, i na ile przejrzałam angielskie skany, to tam wszystko zakończono jak trzeba. Planuję w wolnej chwili po nią sięgnąć i sprawdzić, kto zawinił w "On Doorstep" .3.

      Usuń