Głupi ma nie tylko szczęście, ale i powodzenie - recenzja mangi Jealousy (tomy 1-3)

Do tej pory wolałam raczej stronić od poważnych, mafijnych yaoi, w których to duzi chłopcy pod przykrywką aparycji dojrzałych facetów robią sobie seksualne kuku z rożnych wydumanych powodów. Nie potrafiłam zabrać się za Złamane skrzydła, mimo że słyszałam o tej serii dużo pozytywnych opinii, i tak samo nie po drodze mi było z Jealousy właśnie. W przypadku tego drugiego moje obawy były nawet bardziej uzasadnione, ponieważ przy okazji zapowiedzi tego tytułu miałam już za sobą lekturę Czwartego: Tatsuyuki Oyamato, przez co dokładnie wiedziałam, jakim człowiekiem jest główny bohater nowego spin-offa. I powiedzieć, że jest z niego niezłe ziółko, to jak nic nie powiedzieć. Niemniej na wieść o tym, że na maj 2020 roku zapowiedziano również dodatek do uniwersum, czyli Motsunabe i Regent, stwierdziłam, że trzeba się wreszcie przełamać - bo co jeśli potem pojawi się jakieś odniesienie? - i chwycić tego mangowego byka za ROGI (hehehe, taki słowny żarcik-kosmonaucik). Zobaczmy zatem wspólnie, czy faktycznie było się czego bać i czy jest to historia tylko dla yaoistek o mocnych nerwach.


Tytuł: Jealousy
Tytuł oryginalny: Jealousy
Autor:Scarlet Beriko
Ilość tomów: 3+
Gatunek: yaoi, dramat, akcja, romans
Wydawnictwo: Waneko
Format: 195 x 135 mm (powiększony)


Pewnego pięknego, słonecznego popołudnia, kiedy Uichi Rogi odwozi swoją ukochaną jedynaczkę Reikę na zajęcia z baletu, pod koła ich samochodu wpada pewien młodzieniec. Już na kilometr czuć, że chłoptaś raczej nie jest niewinnym studenciakiem, co to zagapił się w komórkę i przez przypadek wlazł na ulicę, ale kolesiem, który próbuje wyłudzać od kierowców szybką kasę w zamian za niezgłaszanie wypadku policji. Pech chciał, że naciągacz do wybitnych specjalistów w tych fachu nie należy (nawet Reika zauważa, że celowo rzucił im się na maskę), a na dodatek trafił na pełnokrwistego członka yakuzy, który ma już w głowie parę pomysłów na to, jak by tu przerobić tego niedoszłego denata na całkiem pełnoprawnego. Jednocześnie wybryk chłopaka powoduje, że u Rogiego budzą się wspomnienia z 1989 roku, kiedy był jeszcze piękny, młody, pozbawiony jakichkolwiek powiązań z mafią i mocno wyzwolony obyczajowo. To właśnie wtedy przy okazji nalotu na dom pewnego zadłużonego u yakuzy powieściopisarza dochodzi do wyjątkowo pamiętnego spotkania - gdy pisarz strzela sobie w łeb, jednocześnie uprawiając seks ze związanym Rogim, do pokoju wchodzi charyzmatyczny Akitora, syn szefa grupy Oyamato. Od tego momentu między mężczyznami narodzi się specyficzna, pełna pożądania więź, która sprawi, że Rogi z całego serca zapragnie zostać członkiem yakuzy.

Duże ilości roznegliżowanych mężczyzn naraz, czyli to, co tygryski lubią najbardziej.

Ta, miałam spore wątpliwości w stosunku do tej mangi. Gigantyczne wręcz. Nielubiany główny bohater czy niespecjalnie sympatyczny setting to tylko wierzchołek góry lodowej czytelniczych antypatii. Chyba nawet bardziej bałam się tego, że jest to pierwsza tak długa seria Scarlet Beriko (i seria w ogóle), a poza tym autorka zawsze wolała skupiać się na samym yaoi, dlatego nie wiedziałam, co do zaoferowania będzie miało takie osadzone w mafijnym półświatku Jealousy. O dziwo - wiele. Jasne, to historia pełna brudnych zagrywek, ciosów w plecy, zdrad i cielesnego wykorzystywania, ale nie jest to tak depresyjne czy bolesne jak pewnie mogłoby być, gdyby się bardzo postarać. Wszystko to za sprawą Rogiego, który zdaje się być całkowicie niezniszczalny, czy to fizycznie, czy psychicznie, czy nawet tak po prostu, życiowo (bo ma, skubaniec, wiecznego farta). Zresztą nie, żeby mnie jakoś ogromnie bolała jego krzywda, bo często jakaś nauczka mu się zwyczajnie należy... ale jednak przedstawiona tu yakuza nie jest wcale taka krwawa i bezwzględna. Dodatkowo Akitora - jak to już zostało nieco zasugerowane w Czwartym - prezentuje całkiem szlachetną postawę, na ile oczywiście szlachetnie może być całkiem realistycznie oddany yakuza. Przekręty czy łapówki są dla niego chlebem powszednim, ale ma swój osobisty kodeks honorowy, za sprawą którego nagradza pomagających mu bezdomnych czy częstuje jedzeniem okoliczną ludność przy okazji Nowego Roku. W mandze nie brakuje również dobrze wplecionego humoru, w czym najmocniej brylują komentarze Asami... ale o niej więcej za chwilkę.

O, patrzcie! Samo się ocenzurowało!

Mam jednak trochę mieszane uczucia względem umieszczonych to tu, to tam scen seksu. Jasne, są soczyste, szczegółowe i narysowane bez jakiejkolwiek cenzury (oj, rzadki to u nas rarytas), ale - podkreślę to po raz kolejny - to historia kręcąca się ściśle wokół yakuzy. Prostytucja i przemoc jest tu na porządku dziennym, więc znacznie częściej będziemy obserwować gwałty zbiorowe bądź nierząd dla pieniędzy z jakimiś podstarzałymi szefami pomniejszych rodzin niż niewinne akty w zaciszu domowej sypialni. Zresztą, nawet kiedy to między Rogim i Akitorą do czegoś dochodzi, to fakt, że bohaterowie mają swoje za uszami (jeden ma dyskusyjny charakterek, drugi zdradza swoją super-fajną żonę) nie pozwalał mi czerpać z tych sytuacji żadnej ogromnej satysfakcji. Jasne, było to mega estetyczne i zmysłowe, ale nie obraziłabym się na hentai-scenkę z prawdziwego zdarzenia dla równowagi. Z drugiej jednak strony wydaje mi się, że Beriko-sensei nie taki miała cel. Przy Jealousy nie ma nam się robić ciepło na serduszku i nie mamy kibicować spiknięciu głównych bohaterów, ale mamy być zafascynowani tym pokręconym półświatkiem, gdzie jedni wykorzystują drugich jak popadnie. I nie powiem, amatorką daddy kinków absolutnie nie jestem, ale patrząc na to wszystko pod bardziej psychologicznym kątem mogłam zrozumieć nawet pobudki tego starego, otyłego, zadurzonego w Rogim mafioza. Niemniej - marnują się trochę te wszystkie gołe pośladeczki, oj, marnują...

Ah, I see you're a girl of culture as well...

Jak to już wspomniałam na wstępie, po lekturze Czwartego pałałam do Rogiego znaczną antypatią, bo wydawał się takim zimnym, wstrętnym, chutliwym chu... hultajem. Bycie yakuzą to jedna sprawa i jasne, że nie ma co się spodziewać po takim typie, że będzie okazywał wszystkim dookoła miłosierdzie. Inną sprawą było jednak to, że kiedy chciał sprowadzić do siebie "ukochanego", to uwięził i gwałcił mu przez tydzień syna (dorosłego, szczęście w nieszczęściu). No sorry, ale takiego człowieka nie da się usprawiedliwić żadną logiką czy nawet kartą pacjenta u psychiatry. Po lekturze Jealousy... nie, wciąż nie lubię Rogiego, ale przynajmniej urósł w moich oczach do poziomu niezwykle interesującej postaci. Młody Uichi był bawidamkiem i lekkoduchem, który z jednej strony wydawał się niezniszczalny psychicznie, ale z drugiej miał niezwykle silne wahania humorów. Dorosły jest za to martwym wewnętrznie typkiem, który ma głowę nie od parady, ale jednocześnie kompletnie nie przywiązuje wagi do czegokolwiek poza córką. No ale właśnie - skąd się wzięła Reika, skoro Rogi zawsze miał pociąg do facetów i na dodatek to on był w takich relacjach stroną bierną? Jak to się stało, że tak bardzo zmienił mu się charakter? I za czyją przyczyną udało mu się wreszcie dostać do upragnionej yakuzy? Poznanie odpowiedzi na te pytania jest niezwykle kuszące i mimo że historia do pokrzepiających nie należy, to jednak nie potrafiłam się oderwać od lektury.

Cytując mistrza Zenka - jak do tego doszło, nie wiem...

Pozostałe postacie okazały się równie interesującymi i niejednoznacznymi indywidualnościami. Akitora wydaje się mieć wiele wspólnego z Uichim - bywa tak samo impulsywny i momentami niedojrzały, ale mimo wszystko to o wiele bardziej niejednoznaczny facet. Ciężko go odczytać. Wzburzony potrafi zaciukać człowieka gołymi pięściami, a z drugiej strony uczuciowo jest na poziomie zagubionej w oceanie rozwielitki, która czerpie radochę z dziecięcej zabawy w łapki. Wspomagający go Asoda, czyli jego śmiertelnie poważny przyboczny, był początkowo mega sympatycznym gościem, który musiał niejako matkować Akitorze i służyć za jego głos rozsądku. Niestety, Rogi jest niczym narkotyk, który każdemu prędzej czy później mąci w głowie, dlatego Akitora z miejsca odurzył się jego osobowością, natomiast Asoda zaczął reagować znacznie bardziej alergicznie i bezmyślnie. Najlepsza z nieokiełznanej ferajny grupy Oyamato jest jednak Asami, żona Akitory. Jeśli szukacie silnej, niezależnej kobiety, która będzie potrafiła doszczętnie spacyfikować kochanka swojego męża bez wystrzeliwania mu w tyłek całego magazynku, to to jest wasza kandydatka na prezydenta. Dawno już nie spotkałam w mandze babki, która byłaby tak wdzięczna, a zarazem tak zaradna i nieustępliwa. I to jeszcze w mandze yaoi, gdzie kobiety są zwykle traktowane jako te wredne eks, z których trzeba się wyleczyć w ramionach innego mężczyzny! Naprawdę, świat już staje na głowie...

Spóźnionego wszystkiego dobrego z okazji Dnia Kobiet od najlepszej babeczki w mieście!

Kreska Scarlet Beriko to zdecydowanie najwyższa półka jeśli chodzi o BLki. Rolex Daytona wśród ryzowanych siurków. Porsche 550 Spyder wszelkich stosunków analnych. Pięciogwiazdkowy hotel na Teneryfie pod względem braku cenzury. Jeśli ktoś wciąż uważa, że panowie w yaoi mają dłonie wielkie jak szufle do przerzucania eko-groszku, to posiada już mocno nieaktualne informacje. Za najpiękniejszą mangę tej autorki wciąż uważam Królową i krawca (te przepiękne wnętrza nieustannie śnią mi się po nocach...), ale i przy Jealousy Scarlet Beriko nie szczędzi researchu, żeby stworzyć coś nietuzinkowego i nastrojowego. Zachwycać można się tu wszystkim, chociażby dbałością o zaprojektowanie postaci, co obejmuje nie tylko prozaiczne fryzury i ubrania, ale nawet budowę ciała. To niesamowite, jak po samej fizjonomii Uichiego i Akitory widać różnicę w ich charakterach - ten pierwszy jest wysoki i smukły, a jego twarz jest drapieżnie wyciągnięta, natomiast młody szef yakuzy jest niższy, barczysty i krzepki, czyli dokładnie taki, jaki powinien być wzbudzający respekt gangster. Świetne jest również kadrowanie, które bawi się scenami na przeróżne sposoby: detalami, krajobrazami, zbliżeniami na twarze czy układem paneli. Niech Waneko będą dzięki, że na mocy wydania pozostałych dzieł Scarlet Beriko w serii Jednotomówek także i Jealousy zasłużyło na ten format. Uważam też, że tłumaczenie wypada tu naprawdę dobrze - jest dosadne kiedy trzeba, ale nie czułam żadnej przesadzonej brawury w stosowaniu wulgaryzmów.

Spokojnie - przy produkcji tej mangi nie ucierpiał żaden członek yakuzy. Chociaż może...?

Ostatecznie wyszło więc na to, że zaangażowałam się w Jealousy znacznie bardziej niż sądziłam i zdecydowanie mocniej dla fabuły niż dla fap-buły. Co prawda po trzech tomach wciąż wiemy stosunkowo niewiele odnośnie zmiany charakteru Rogiego, odseparowania się od Akitory czy spłodzenia Reiki (chyba spłodzenia, no ale jest zbyt podobna fizycznie do Rogiego, żeby to była po prostu adopcja), jednak zostają już rzucone pewne okruszki, które sprawny czytelnik powinien wyłapać i zrozumieć. Mam też wielką nadzieję, że uda się zakończyć serię na rozsądnej liczbie tomów - te 5-6 powinno być całkiem realną opcją. Zresztą, BLki nie dożywają zbyt sędziwego wieku, chyba że są takie uroczo o niczym jak Prawdziwa bestia... No! Więc co prawda ciężko jest mi się odnosić do Złamanych skrzydeł, ale odważnie założę, że to jest odpowiednia grupa odbiorców, do których powinno również trafić Jealousy. A jeśli ktoś szuka odrobinę cięższych wrażeń, które znacznie bardziej będa nastawione na fizyczną fascynację niż na zdrową relację, to Scarlet Beriko zrobiła to w najładniejszym opakowaniu, jakie tylko możecie znaleźć na rynku.

Jestem taki sam jak palec albo cośtam~

Za udostępnienie mangi serdecznie dziękuję wydawnictwu Waneko.  

Publikowanie komentarza

0 Komentarze